Powspominamy?
Mam
nieodparte wrażenie, że pytaniem zawartym w tytule posta zawęziłam grupę odbiorców,
kierując go do osób urodzonych w odpowiednim czasie. ;)
Mogę
jednak się mylić, na co w skrycie ducha liczę. J
![]() |
źródło: wikipedia |
Pierwszy
raz pomyślałam o tym, gdy czytałam „Fikołki na trzepaku” Małgorzaty
Kalicińskiej. Drugi, podczas lektury „Kalendarzy” Małgorzaty Gutowskiej –
Adamczyk, tyle przy tej drugiej zbieżności znalazłam więcej. To przez wyjazdy
na wieś. Moje pobyty tam wyglądały niemal tak samo, tylko ogromna pierzyna była w
niebieską kratę, nie brązową, babcia nigdy nie robiła masła ani twarogu,
za to często piekła chleb i wędziła domowe wędliny, a moja duża radziecka lalka z prawdziwymi
włosami miała na imię Gosia, nie Kasia.
Inne rzeczy się już zgadzają: gorące ziemniaki z
parnika, nie do końca bezpieczna zabawa w obejściu, spanie na sianie i cała reszta fantastycznych mniej lub bardziej dozwolonych rzeczy.
Poza
tym ja również prawdopodobnie u babci czekałam na narodziny mojej młodszej
siostry, mimo że zupełnie tego nie pamiętam. Za to o dziwo przypominam sobie
nasze pierwsze mieszkanie – z przygórkiem, gdzie znajdowała się również
„toaleta”. Potrafię odtworzyć w pamięci wygląd wszystkich trzech pomieszczeń,
choć wyprowadziliśmy się z niego, gdy miałam nie więcej niż 5 lat.
Niewiarygodne,
ale to dowód, że autorka „Kalendarzy” ma rację pisząc, że dzieci pamiętają
więcej niż dorośli. I tak jak jej mnie też jest żal, że z tamtego czasu zostało
mi niewiele więcej, niż własne wspomnienia i zdjęcia w albumach. To „więcej”
również zostało wyszperane w rodzinnym domu, na strychu i przywiezione do
mojego obecnego domu. Książki z dzieciństwa, jakieś bibeloty, serwetki,
obrazki. Autorka „Kalendarzy” wspomina zapamiętany z dzieciństwa porcelanowy
serwis do kawy, który gdzieś zaginął. Ten z mojego domu, pierwszy, który był w nim od początku nadal istnieje. Wciąż kompletny - sześć
maleńkich filiżanek i spodków, dzbanek, mlecznik cukiernica. Zielony, opalizujący, mieni się jak wnętrze muszli. Na razie nie mam potrzeby, by go zabrać do
siebie. Podobnie jak innych pamiątek. Nie zapełniam nimi na razie mojego obecnego domu, w którym stworzyłam całkiem osobny, rodzinny klimat. Odpowiada mi na razie taki, jaki jest.
Nie przeszkadza mi też (póki co) cisza, która w ostatnich miesiącach rozgościła
również i u mnie. Może dlatego, że na
razie opustoszał tylko jeden pokój, może to się zmieni, gdy opustoszeje drugi.
Moja cisza jest chyba inna, taka, o której myśli się „wreszcie”.
Towarzyszy jej
tęsknota, ale też taka zwyczajna, która nie skłania do refleksji, jak Autorkę
„Kalendarzy”, a jedynie do tego, by chwycić za telefon.
Nie wykluczam jednak,
że to też się kiedyś zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz