wtorek, 19 września 2017

Aleja Siódmego Anioła - ZAPOWIEDŹ!


Aleja Siódmego Anioła
RENATA KOSIN
Julia nie ma żadnych marzeń, ponieważ jest przekonana, że nie zasługuje na ich spełnienie. Prawie cały swój świat zamknęła w czterech ścianach maleńkiego mieszkania na jedenastym piętrze wieżowca, jak w szklanej śniegowej kuli. Na zewnątrz pozostało jej poprzednie życie, to do którego nie ma już powrotu.
Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Granice uporządkowanego świata Julii zaczynają kruszeć i pękać, gdy ze starego sekretarzyka odnalezionego na zapleczu pewnego sklepu wypada list napisany przed laty przez kilkuletniego chłopca. List zawierający niezwykłą prośbę. Julia postanawia sprawdzić, czy zapisane w nim marzenie spełniło się, ruszając jego śladami. Dzięki temu odkrywa tajemnicę, nad którą czuwa siedem wyjątkowych aniołów.

 PREMIERA 25.10.2017

środa, 16 sierpnia 2017

Niebawem Sabantuj!


Już za trzy dni (19.08) Sabantuj w Kruszynianach! 
Informacja dla tych, którzy tam będą i zechcą się ze mną spotkać, porozmawiać, zdobyć "Tatarkę" albo/i imienną dedykację: będę od ok. godz. 12.30 przez kilka godzin, gdzieś przy Jurcie Tatarskiej, na pewno łatwo łatwo mnie znajdziecie. 

I jeszcze coś dla tych, którzy są wciąż niezdecydowani - jechać/nie jechać garstka zdjęć z ubiegłorocznego święta.

Więcej pokażę (i opowiem!) jak tylko wrócę.
















piątek, 14 lipca 2017

Spotkajmy się latem!

Proponuję sierpień. ;)

Najpierw 19 sierpnia w Kruszynianach na tatarskim święcie Sabantuj.
Godziny na razie nie znam, ale dodam, jak tylko zostanie to ustalone.

A zaraz potem, czyli 20 sierpnia o godzinie 17.00 Lato z Książką w Mikołajkach.


Źródło: booklips.pl


Serdecznie zapraszam!
Mam nadzieję, że dane mi będzie spotkać się z również z Czytelnikami, których dotąd znałam tylko z Internetu.
Do zobaczenia!

piątek, 23 czerwca 2017

Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody...

Wiła wianki i wrzucała je do wooody! :)

Żródło

To już dziś! Noc świętojańska! :) Od niej zaczyna się moja najnowsza powieść - "Tatarka".



Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.

W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania. 




W moim miasteczku obchody tej magicznej nocy zaczęły się dość wcześnie, a ja dotarłam na miejsce w momencie, gdy wianki zostały już rzucone do wody, a na niektórych wciąż płonęły świeczki. 





fot. Anna Wojszel

fot.Anna Wojszel





W towarzystwie lokalnych artystek, i ciekawostka - budynki za nami (wszystkie, kościół też) to kompleks więzienny

Pani Danusia (w środku) zrobiła własnoręcznie piękną margerytkową zakładkę,
która dołączy do książkowej nagrody w konkursie świętojańskim. :) 

I na deser - całkiem spory fragment "Tatarki" z nocą świętojańską w tle:

Źródło

Z całą powagą potraktowała stare słowiańskie święto, przywożąc ze sobą do Brzostowa ogromny kosz przywiędłych już nieco kwiatów i ziół zebranych specjalnie na tę okazję. W połączeniu z tymi zerwanymi już wspólnie na miejscu zrobiło się tego tak dużo, że dałoby się upleść wianki dla całego zastępu Słowianek pragnących odmiany swojego panieńskiego losu w tę jedyną w roku, cudowną noc letniego przesilenia. 
– Nie musi być w wianku, przywiążemy ją sobie w pasie, może wtedy nie będziesz jej czuła tak mocno. Zresztą od kataru nikt jeszcze nie umarł. Chyba. A bez bylicy nic się nie uda– perorowała Florka, nieczuła na tłumaczenia Ksieni o alergii na ten dość powszechny chwast, gdy odziane w prawie jednakowe, podobno konieczne w tym dniu białe sukienki zasiadły w przydomowym ogrodzie zaprzyjaźnionej weterynarz – pani Agnieszki, która prowadziła przy lecznicy w Bujanach przytulisko dla zwierząt, i zabrały się za wyplatanie świętojańskich wianków. – Nawet nie wiesz, jak się musiałam nachodzić, żeby ją dla nas zdobyć.
– Ściemniasz, kochana, aż z uszu ci się dymi – mruknęła Ksenia. – Każdy wie, że to pospolity chwast. Bylicy wszędzie pełno, mogłaś jej narwać do woli, chociażby za najbliższym płotem.
– No właśnie że nie mogłam. Zebrałam ją z dokładnie siedmiu miedz. Nachodziłam się po tych polach jak dzika. Nawet nie wiesz, jak mnie bolą – poskarżyła się i wyciągnęła demonstracyjnie długie, smukłe nogi. – Popatrz tylko, mam przez to łydki jak biatlonista.
– Zwariowałaś? Po co tam łaziłaś?
– Po to, żeby magia dzisiejszej nocy zadziałała maksymalnie. – Przeciągnęła się rozkosznie. – I żeby wszystko było tak, jak trzeba. A bylica jest najważniejsza. To najbardziej kobiece ziele, jakie znam. Działa na płodność – podkreślała, jak się wydawało, całkiem serio, z zapałem wplatając niezbyt  urodziwą sztywną roślinę we własny wianek.
– Jeśli chodzi o mnie, spokojnie obeszłabym się bez niego. – Ksenia demonstracyjnie wytarła nos. – Poza tym inne spokojnie je zastąpią – dodała ugodowo i trąciła łokciem zieloną stertę przed sobą. Ze względu na zaangażowanie Florki w zaaranżowanie wieczoru powstrzymała się przed złośliwym skomentowaniem jej wierzeń w gusła. Nawet jeśli miały być tylko symbolicznym hołdem oddanym pradawnemu obrządkowi. Bo tak właśnie Florka argumentowała pomysł urządzenia prawdziwej nocy świętojańskiej nad Biebrzą, w uroczej podlaskiej wiosce, gdzie obie lubiły bywać.
– Nic nie zastąpi bylicy. – Dziewczyna uparcie trzymała się swojej wersji.
– Ale przecież sama mówiłaś, że wszystkie mają podobną moc. – Pchnęła w jej stronę wiklinowy kosz wypełniony różnobarwnymi polnymi i ogrodowymi kwiatami.
– Podobną, ale nie taką samą. Rozmaryn, róża, lawenda i lubczyk są najlepsze na miłosne uroki. A paproć na przykład nie ma żadnej znanej mi mocy. Musimy ją jednak dodać ze względu na legendę o mitycznym kwiecie.
– Tylko nie mów mi, że będziemy go szukać!
– Może nie będziemy musiały. – Florka zniżyła głos do uwodzicielskiego szeptu i uśmiechnęła się tajemniczo. – Mówię ci, siostro! Zapowiada się niezapomniana noc! Może przylecą do nas świętojańskie świetliki? Bo kiedy, jeśli nie dziś?
– Nie wiem, ale gwarantowane masz na pewno komary. – Na dowód Ksenia podrapała kilka świeżych ukąszeń. – A co do świetlików, to nie łudziłabym się. Są chyba rzadkością. Dotąd nigdy ich nie widziałam.
– A ja tak i to nie raz. Nieprawdopodobne przeżycie! Magiczne zielone ogniki wyglądają jak z bajki. Czy wiesz, że one tak pięknie świecą dupkami tylko po to, żeby zwiększyć swoją atrakcyjność seksualną? W ciepłe czerwcowe noce wabią w ten sposób partnerów. Prawie jak my!
– Obawiam się, moja droga, że nasze dupki jednak dziś nie zaświecą.
– Nie szkodzi. Zapalimy świeczki…
– I wetkniemy je sobie w…?
– Wariatka! – parsknęła śmiechem Florka. – Ale za to jaka kreatywna – dodała z udawanym podziwem. – Jeśli jednak twój plan, nomen omen, nie wypali – roześmiała się znowu – przymocujemy płonące świece do wianków, zanim wrzucimy je do Biebrzy, a wtedy sama zobaczysz. Miłosny czar zadziała!








czwartek, 1 czerwca 2017

O Tatarce słów kilka - to, czego dotąd nie powiedziałam

Nie powiedziałam oczywiście na blogu, bo w innych miejscach już tak, i to czasem wielokrotnie. :)

Często, w różnych okolicznościach, mniej lub bardziej formalnych, jestem wypytywana o Tatarkę przez osoby, które są jeszcze przed lekturą, albo po prostu zastanawiają się, czy jest to książka dla nich, czy powinni po nią sięgnąć. ;)

Nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie czy powinni, nie znając ich oczekiwań czytelniczych. 
Mogę jedynie pomóc w podjęciu decyzji (im i czytelnikom mojego bloga) i rozwiać wątpliwości odpowiadając na pytania, które pojawiają się najczęściej.

Otóż: :)