poniedziałek, 12 marca 2018

Coś dla miłośników... rudych futer...

Ta historia (z dość osobliwym finałem ;) ) zdarzyła się naprawdę w pewnej krakowskiej przychodni weterynaryjnej. :) 

Oczywiście została trochę podkoloryzowana dla potrzeb fabuły "Bluszczu prowincjonalnego", fikcyjne są również występujące w niej postacie, ale... nie Tygrysek.

Bo Tygrysek jest prawdziwy.

W całej swojej rudo-futrzanej okazałości. :)

Posłuchajcie...





piątek, 9 lutego 2018

Dlaczego właśnie Jedwabne...?


Pisałam już jakiś czas temu, że tytuł "Jedwabnych rękawiczek" ma kilka znaczeń i ukryta została w nim nazwa mojej rodzinnej miejscowości, w której częściowo umieściłam akcję powieści.



W kontekście głośnej ostatnio dyskusji nad ustawą o IPN jestem przy każdej okazji pytana przede wszystkim o Jedwabne, i o to, czy moja nowa powieść rzeczywiście opowiada o wydarzeniach z 1941 roku, o pogromie Żydów w Jedwabnem.

Odpowiedź brzmi jednocześnie tak, i nie.

Nie jest to historia o tym, co się wówczas zdarzyło, lecz jednocześnie tego nie omija.
Pogrom nie jest głównym wątkiem powieści choć dla fabuły ma charakter kluczowy. Wpływa znacząco na losy bohaterów "Jedwabnych rękawiczek" zarówno żyjących w tamtych trudnych czasach, jak i współczesnych.
I co najważniejsze - powieść nie powstała po to, by napisać o pogromie, ale stało się dokładnie na odwrót. Decyzja, by jej akcję osadzić w Jedwabnem i z odniesieniem do przeszłości pociągnęła za sobą taki właśnie skutek.

środa, 24 stycznia 2018

"Jedwabne rękawiczki" - początek

A początek "Jedwabnych rękawiczek" brzmi tak:
"Chmurne zasępione niebo lizał rdzawy płomień, który trawił nie tylko ludzkie ciała, ale też dusze. Pożerał wszystko zachłannie i nie zostawiał resztek. Zabierał nieśmiertelność, odzierał z godności i nie dawał wyboru ani niczego w zamian. Bezwzględny, okrutny i nieprzekupny spalał w pierwszej kolejności tych, którzy najgłośniej błagali o litość, w ostatniej zaś obdarowanych złudną i podsycaną do końca nadzieją na ocalenie. Dla nikogo nie czynił wyjątku, nikomu nie darowywał win, nawet tych, które nigdy nie istniały. Gardził wszystkim i nie gardził niczym, pochłaniał każdy opierający mu się byt i niebyt. Podsycał swoją moc, bo tylko tak mógł wreszcie stać się wieczny."
Resztę, czyli prolog i pierwszy rozdział możecie przeczytać w wygodny i przejrzysty sposób klikając tutaj.
Żeby powiększyć tekst, klikamy "Fullscreen" w prawym dolnym rogu. 

niedziela, 21 stycznia 2018

"Jedwabne rękawiczki" - fragment do poczytania

Gdyby ktoś chciał przeczytać prolog i pierwszy rozdział powieści, wystarczy, jeśli zajrzy do sklepu internetowego sprzedającego ebooki, lub na empik.com (klik).

Poniższy fragment został wyjęty dokładnie z jej środka i wydaje mi się, że jest idealny do poczytania właśnie dziś, 21 stycznia. Dlaczego? Sprawdźcie sami. ;)


       
Drobna staruszka była ledwie widoczna w gładkiej pościeli, również dlatego, że niemal zlewała się z jej bielą. Pozbawione melaniny, starannie ścięte na pazia włosy rozsypywały się miękko i wtapiały w tło poduszki. Podobnie jak bardzo blada twarz. Gdyby nie kilka mocniejszych akcentów kolorystycznych w postaci ciemnopopielatej oprawy zielonkawych oczu i zdecydowanego koralu warg, rozmyłaby się zupełnie w białej szpitalnej scenerii. 
     Laura początkowo wzięła te ciemniejsze tony za delikatny makijaż, jednak okazało się to tylko złudzeniem. Rozciągnięte w lekkim uśmiechu usta Josephine miały naturalny, mocny pąsowy odcień i wyraźne harmonijne kontury. Przeciwnie niż u ludzi w jej wieku, którym pozbawione koloru wargi najczęściej zapadały się do środka i traciły kształt. Również rzęsy, które biorąc pod uwagę wiek kobiety, powinny być spłowiałe i wytarte, u niej rzucały na policzki długie cienie. Regularne grafitowe brwi były lekko uniesione, jakby w podszytym ekscytacją, ale i niepewnością oczekiwaniu na to, co się za chwilę wydarzy.

wtorek, 16 stycznia 2018

O pisaniu i tym, co się lubi bardziej - trochę subiektywne

Niektórzy autorzy traktują swoje książki jak dzieci. Tworzą je, i niby puszczają w świat, ale tak naprawdę nigdy nie oddają im całkowitej wolności. Nadal obserwują, co się z nimi dzieje, wszystkie tak samo wnikliwie, no wszystkie są dla nich ważne, za wszystkie mocno trzymają kciuki. 
W moim przypadku jest jednak nieco inaczej. Na szczęście, bo w przeciwnym razie byłabym najgorszą matką na świecie. 


Bo matka nie powinna faworyzować żadnego że swoich dzieci, zapominać o jednych, gdy myśli o innych, porównywać, i co gorsza, mieć świadomość, że jedne są lepsze od pozostałych.

A ze mną (oczywiście tylko w przypadku książek, nie dzieci  ) tak właśnie jest. Potrafię wskazać te powieści, z których jestem bardziej dumna niż z innych.

Dotąd moją faworytką była powieść "Tajemnice Luizy Bein". Teraz to się zmieniło (chyba, bo może z czasem uznam, że są to miejsca równorzędne).