wtorek, 23 lutego 2016

Miliony bąbelków w barwnym szkle zaklęte

Powietrzne pęcherzyki zatopione w szkle. 
Z tego między innymi słynie prowansalskie miasteczko Biot.
W 1956 roku niejaki Eloi Monod wynalazł szkło z zatopionymi w nim pęcherzykami powietrza i zrobił z tego jego największą zaletę, bo wcześniej uznawano to za defekt. Moim skromnym zdaniem niesłusznie, bo szkło pełne bąbelków jest absolutnie cudowne!



Zawartość paczuszki do obejrzenia na ostatnim zdjęciu. ;)
Szklaną manufakturę La Verrerie de Biot odwiedziłam po raz pierwszy w 2007 roku, i tak jak do Vallauris, trafiłam tam przypadkowo, bo szukając hotelu z wolnymi miejscami noclegowymi. Wtedy właśnie przyrzekłam sobie solennie dwie bardzo ważne rzeczy: że nigdy więcej nie wybiorę się na Lazurowe Wybrzeże bez rezerwacji w hotelu, i że na to Lazurowe Wybrzeże z pewnością kiedyś wrócę, przede wszystkim do Biot i do Vallairis. 
Nie miałam jednak jeszcze wówczas pojęcia, że wrócę tam już po 7 latach w większym niż ostatnio towarzystwie, bo z bohaterkami "Sekretu zegarmistrza". W 2007 roku nie wiedziałam też jeszcze że w 2012 roku zostanie wydana moja pierwsza powieść. Ba! Nie sądziłam wtedy nawet, że ją napiszę.





Niestety tym razem nie mogę dołączyć zbyt obszernych fragmentów "Sekretu zegarmistrza" ani zdradzić, co jego bohaterki robiły w Biot.
Załączam jedynie kilka dowodów na to, że naprawdę tam były:

"Lena usiłowała stłumić w sobie nadciągający atak paniki. Powinna zachować czujność. Pochyliła się do przodu bacznie rozglądając się wokół. Minęły wielką różową tablicę z reklamą. Niestety dostrzegła jedynie mężczyznę z  nietypowym instrumentem przytkniętym do ust. Różowe barwy i związane z tym skojarzenia niemal pozbawiły ją tchu, ale przecież sam instrument nie oznaczał mniej oficjalnej wersji nocnego klubu tylko dla mężczyzn. (...) 
Zamiast jednak ruszyć w stronę dużego różowego szyldu, okrążyły budynek i znalazły się przed wejściem przeznaczonym z pewnością dla pracowników." 



"Mężczyzna strząsnął  płynne szkło do pieca, a Lena (...) postanowiła wykorzystać ten moment. (...) Błyskawicznie odłożył rurkę do metalowej kadzi z wodą, a wówczas kłęby gęstej, syczącej pary wzbiły się w powietrze i całkiem go przesłoniły. 



"Wskazała zwisającą z metalowej rurki do dmuchania szkła, mieniącą się bańkę..."





W załączonym filmiku widać, jak powstają szlachetnej urody szklane przedmioty. Każdy, kto zwiedza manufakturę, może przyglądać się pracy twórców, a potem kupić w przyfabrycznym sklepie za cenę adekwatną do ich urody - naczyń, nie twórców oczywiście, niezwykłe pamiątki. ;)













Obok fabryki znajduje się galeria, gdzie można obejrzeć szklane cudeńka w wersji artystycznej.










I na koniec zawartość paczuszki z pierwszego zdjęcia - lampion w najpiękniejszym odcieniu najsłynniejszego na świecie lazuru, oczywiście z mnóstwem powietrznych bąbelków magicznie rozpraszających płomień świecy.


To by było na tyle, przynajmniej na razie. :) 
Proponuję małą przerwę w podróży po Francji (bo z pewnością jeszcze tu wrócimy!) po to, żeby odwiedzić inne, równie niezwykłe miejsce.

Już w kolejnym "blogowpisie" zapraszam Was na Podlasie! :)



2 komentarze:

  1. Szklane wyrobi ręcznie robione mają w sobie duszę!Piękne.

    OdpowiedzUsuń