środa, 4 października 2017

To jeszcze nie koniec, czyli co będzie dalej...

Dalej będą kolejne premiery. :) A potem następne, nad czym właśnie pracuję.

Obecnie na to, by trafić w ręce czytelników czekają dwie, a nawet trzy powieści:

1. "Aleja Siódmego Anioła", premiera 25 października.
 Zgodnie z tym, co sugeruje okładka, jest to powieść zimowa, świąteczna, mimo że jej akcja toczy się okrągły rok - od grudnia do grudnia. Bohaterką jest Julia, która ma trzydzieści kilka lat, dość nietypowy zawód i bagaż pewnych doświadczeń, przez co próbuje usilnie odgrodzić się od świata, niestety świat nie bardzo chce odgrodzić się od niej. :) Dlatego właśnie przytrafiają jej się różne niezwykłe rzeczy,  które sprawią, że jej życie na swój sposób zatacza koło, od grudnia do grudnia. ;) Są też oczywiście anioły i ich skrzydlaci bracia mniejsi - ptaki (stąd ilustracja obok! ;)), które Julia karmi w zaśnieżonym parku, gdzie spotyka pewną oryginalną staruszkę, i nie tylko ją...
(Na razie tyle, więcej opowiem nieco później :))

2. "Jedwabne rękawiczki", premiera w styczniu.
O tej powieści opowiedziałam już naprawdę dużo (etykiety) i na razie nie mogę więcej. I powiem tylko tyle, że przed premierą tej akurat powieści mam chyba większą tremę, niż przed debiutem.
Czekam niecierpliwie, ale jednocześnie bardzo się boję...

3. W marcu (prawdopodobnie) ukaże się nowe, poprawione wydanie jednej z moich starszych powieści, oczywiście w zupełnie nowej, na pewno piękniejszej szacie graficznej. Niestety na razie nie mogę zdradzić która to powieść, to dopiero za jakiś czas.

Oprócz tego oczywiście piszę, powstają dwie całkiem nowe powieści, dosłownie nowe, bo nie są kontynuacją żadnej z już tych istniejących. Wiem mniej więcej, kiedy będą gotowe, niestety nie znam jeszcze terminów premier.
Będzie też pewnie kontynuacja tego, co zostanie wznowione w marcu, jednak to na razie tylko plany, nic więcej.

wtorek, 3 października 2017

Jak to właściwie jest z tymi okładkami?

Każdy z nas prawdopodobnie miał okazję się przekonać, że okładki niestety czasem kłamią. Opowiadają o czymś zupełnie innym, niż to, co znajduje się w książkach. Dlatego często spotyka nas rozczarowanie, gdy otrzymujemy coś innego, niż się spodziewaliśmy. Niekoniecznie gorszego, ale jednak innego. ;)

Podejrzewam, że dzieje się tak, ponieważ osoby, które projektują okładki książek,  nie zawsze je nie czytają (choć bardzo chciałabym się mylić ;)). A niezwykle trudno jest oddać sedno rzeczy, gdy zna się je tylko z czyjegoś opisu. Nawet, gdy był bardzo dokładny.

Na szczęście to nie dotyczy mojego obecnego wydawcy. Nie czytałam wszystkich książek Wydawnictwa Filia, ale te, które poznałam, (i oczywiście moje własne :)), trafiają swoim wyglądem zewnętrznym idealnie w punkt.
To, co widzimy na okładce zgadza się z tym, co znajdziemy w książce, łącznie z oddanym doskonale jej ogólnym klimatem. 

niedziela, 1 października 2017

Jaka jest "Aleja Siódmego Anioła?

Każdy, kto przeczytał więcej niż jedną z moich powieści wie, jak mocno się od siebie różnią, zwłaszcza te, które powstały na początku od tych późniejszych. Dlatego właśnie ostatnio przy każdej nowo wydanej książce pojawia się to samo pytanie:
Czy ona jest bardziej jak "Bluszcz prowincjonalny", czy bardziej jak "Tajemnice Luizy Bein"?

czwartek, 21 września 2017

Pióro ze skrzydła anioła

Zdradzę Wam pewną tajemnicę... ;)
"Aleja Siódmego Anioła" nie zawsze była Aleją, mimo że powieść od początku była jak najbardziej anielska. Miała jednak zupełnie inny tytuł. Wcześniej brzmiał tak:
"Pióro ze skrzydła anioła".

środa, 16 sierpnia 2017

Niebawem Sabantuj!


Już za trzy dni (19.08) Sabantuj w Kruszynianach! 
Informacja dla tych, którzy tam będą i zechcą się ze mną spotkać, porozmawiać, zdobyć "Tatarkę" albo/i imienną dedykację: będę od ok. godz. 12.30 przez kilka godzin, gdzieś przy Jurcie Tatarskiej, na pewno łatwo łatwo mnie znajdziecie. 

I jeszcze coś dla tych, którzy są wciąż niezdecydowani - jechać/nie jechać garstka zdjęć z ubiegłorocznego święta.

Więcej pokażę (i opowiem!) jak tylko wrócę.

piątek, 14 lipca 2017

Spotkajmy się latem!

Proponuję sierpień. ;)

Najpierw 19 sierpnia w Kruszynianach na tatarskim święcie Sabantuj.
Godziny na razie nie znam, ale dodam, jak tylko zostanie to ustalone.

czwartek, 1 czerwca 2017

O Tatarce słów kilka - to, czego dotąd nie powiedziałam

Nie powiedziałam oczywiście na blogu, bo w innych miejscach już tak, i to czasem wielokrotnie. :)

Często, w różnych okolicznościach, mniej lub bardziej formalnych, jestem wypytywana o Tatarkę przez osoby, które są jeszcze przed lekturą, albo po prostu zastanawiają się, czy jest to książka dla nich, czy powinni po nią sięgnąć. ;)

wtorek, 30 maja 2017

Warszawskie Targi Książki 2017


Lepiej późno, niż wcale - obiecana relacja. :)


W tym roku na stoisku mojego nowego Wydawcy (Wydawnictwo Filia) podpisywałam Tatarkę. 

Zgodnie z harmonogramem spotkań miała to być niedziela, jednak podpisywanie niechcący przeniosło się również na sobotę. Przez to powieść niemalże wyprzedała się już koło południa, i dlatego w niedzielę stała się "towarem reglamentowanym" ;) wydawanym spod lady. Zostało zaledwie 7 sztuk, dlatego niestety nie starczyło dla wszystkich, ale mam nadzieję, że ci, którzy nie zdołali kupić Tatarki na targach, zrobili to później i przede wszystkim dziękuję, że mimo wszystko zostali, żeby chwilkę ze mną porozmawiać. :)

piątek, 19 maja 2017

Powieść, która pachnie...

Wianek: ptaszarnia.eu
Nie tylko farbą drukarską i papierem. ;)

Tatarka pachnie przede wszystkim latem, czerwcowym upałem, ogrodem - o każdej porze dnia inaczej. 
Najpiękniej i najbardziej intensywnie rano, gdy zapach kwiatów, ziół i owoców miesza się z wilgocią rosy. W południe zaś cudownie pachnie gryka, która rośnie tuż za płotem otaczającym bujanecki dwór, w tym ta najbardziej szczególna - tatarka - odmiana, którą jedni uważają za chwast, inni doceniają za szczególne właściwości, której nie ma ta zwykła. :) 

środa, 17 maja 2017

Dlaczego właśnie Cudne Manowce?

fot. Anna Szulc-Rutkowska
Bo właśnie tam, 24 maja o godz. 17.00 odbędzie się premiera TATARKI.

Miejsce nie zostało wybrane przypadkowo, ponieważ ściśle wiąże się z powieścią, mimo że jej akcja rozgrywa się na Podlasiu, nie na Warmii. 

Jest jednak coś, co łączy oba te regiony - tradycja kulinarna, a restauracja Cudne Manowce na niej właśnie opiera prawdopodobnie całe swoje menu, wkładając w nie bardzo wiele serca i pasji, korzystając z lokalnych produktów, nie tylko tych oczywistych, wszystkim znanych, ale też takich, o których nigdy byśmy nie pomyśleli, że mogą zostać wykorzystane w kuchni.

źródło Cudne Manowce

wtorek, 16 maja 2017

Spotkanie autorskie w olsztyńskich Cudnych Manowcach

                                                                             Fot. Anna Szulc-Rutkowska

Premiera TATARKI zbliża się wielkimi krokami, a ja mam nadzieję, że będziecie świętować ją razem ze mną w absolutnie fantastycznym miejscu. :)
Razem z restauracją CUDNE MANOWCE zapraszamy serdecznie na spotkanie pełne atrakcji i niespodzianek! :)
Zgodnie ze złożoną wcześniej obietnicą, na miejscu będzie można wypróbować na sobie ;) tajemniczą MAŚĆ DO LATANIA, którą odnajdziecie w powieści, i pokosztować pojawiających się w niej smaków, np. pysznej LEMONIADY Z POKRZYWY.
Spotkanie poprowadzi Beata Sarnowska
24 maja, godz. 17.00
Olsztyn, ul Bolesława Chrobrego 4 (Starówka)

Ujutnie, sielsko, słowiańsko...

To chyba najodpowiedniejsze słowa określające klimat Tatarki. 
Kolejne to: letnio, upalnie, upajająco, pachnąco, smacznie, i oczywiście jak zwykle - TAJEMNICZO! ;)
Premiera już tuż, tuż, więc będziecie mogli przekonać się o tym sami.

Bardzo niedługo zacznie się też zapowiadany cykl niespodzianek. Pierwsza widoczna jest na załączonym zdjęciu (i nie jest nią wyłącznie książka). :)

Czy jest tu ktoś, kto miałby ochotę przymierzyć taki oto wianek? 
Bo podobne marzenie (a nawet trochę więcej) jest całkiem możliwe do spełnienia. ;)
Ja już spróbowałam i zapewniam, że to wspaniałe uczucie! 



A pytam wcale nie bez przyczyny, bo z wiankiem, który mam na głowie wiąże się pewna bardzo miła niespodzianka przygotowywana przez Wydawnictwo FILIA :)

I jeszcze to, co najważniejsze:

Wianek został wykonany przez ptaszarnia.eu


poniedziałek, 8 maja 2017

Będą niespodzianki!

Do premiery Tatarki zostało 16 dni. :)


Na zdjęciu "Tatarek" jest dokładnie dwa razy więcej. A być może jeszcze więcej będzie niespodzianek związanych z jej premierą - wcześniej, w trakcie i również później.

czwartek, 4 maja 2017

Zaczynamy odliczanie!


Do premiery "Tatarki" zostało 20 dni!

Mniej więcej w połowie tego czasu zostanie ogłoszony przedpremierowy KONKURS. :)

Dwie osoby otrzymają możliwość przeczytania powieści jeszcze przed premierą, ponieważ nagrodą będą jej autorskie egzemplarze ze specjalną dedykacją oraz zestawy niespodzianek nawiązujących do treści "Tatarki".

Więcej szczegółów niebawem!
Zapraszam do zaglądania na blog. :)

piątek, 28 kwietnia 2017

Majówka!

Bez komputera i nawet myślenia o pisaniu. ;)
Pora na odpoczynek, zasłużony,o czym pewnie można będzie się przekonać jeszcze w tym roku. Dużo ostatnio zrobiłam i pora naładować akumulatorki.


środa, 26 kwietnia 2017

O krytyce i krytykanctwie

I nie, nie chodzi mi o recenzje książek (zwłaszcza moich ;)), ale o ogólną różnicę między krytyką i krytykanctwem. I o ogólną tendencję do pesymizmu.

Ludzie czasem krytykują zupełnie bezrefleksyjnie i czasem mimowolnie. Nie jest to, ja sądzę, popularny hejt, bo ten zwykle służy temu by ktoś poczuł się gorzej, ale taka zwyczajną, szarocodzienną krytykę zwyczajnych rzeczy, która zdarza się od czasu niemal każdemu,  właśnie bezrefleksyjną i często bezmyślną. Zanim zdołamy ugryźć się w język.

Bo jeśli chodzi o np. recenzje (wiem, miało nie być, ale to pierwszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy ;)) - te mogą być krytyczne, nawet jeśli autor nie zgadza się z zarzutami, prawo recenzenta jest takie, że może mu się nie podobać i już, nawet, gdy nie podaje dlaczego. Nie da się napisać książki, która podobałaby się wszystkim, dlatego należy liczyć się z tym, że prędzej czy później objawi się ktoś, komu się nie spodobało. Pogodzenie się z tym faktem i niejako wzięcie tego na klatę jest równoznaczne z pewnego rodzaju dojrzałością autora, któremu jeśli robi się z tego powodu przykro, to równie często przez wzgląd na czytelnika, który stracił czas i może pieniądze na coś, co nie było dla niego odpowiednie i tym samym do niego skierowane. 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Jubileuszowe podsumowanie

   
Kwiecień 2012 :)
  Wczoraj minęło dokładnie 5 lat od premiery mojej pierwszej powieści.

  "Mimo wszystko Wiktoria" pojawiła się w księgarniach 24.04.2012 roku. Dziś już prawie nie ma jej w sprzedaży i raczej już nie będzie, bo nawet jeśli kiedyś zostanie wznowiona, to w zupełnie nowej odsłonie, i z pewnością nieprędko.

    Tak postanowiłam, gdy uświadomiłam sobie, jak inna jest ta powieść od wszystkich pozostałych. Uznałam, że to dobry powód, by oddzielić ją od reszty grubą kreską, żeby zachować pewną spójność owej reszty. :)


     Początkowo za tą kreską miał znaleźć się też "Bluszcz prowincjonalny" - w nim również nie ma zagadek związanych z rozwiązywaniem tajemnic rodzinnych ani elementów kryminalno-sensacyjnych. Po namyśle jednak zmieniłam zdanie, ponieważ przypomniałam sobie, że jest w nim jednak coś, czego nie było w "Tajemnicach Luizy Bein" ani "Kołysance dla Rosalie", ale za to pojawiło się w "Sekrecie zegarmistrza" i przede wszystkim w "Tatarce", w której tego  "czegoś" jest nawet więcej niż w Bluszczu. 
   
     To "coś" jest dość trudne do sprecyzowania, określenia i nazwania - bo słowa takie jak: sielskość, klimatyczność, a nawet moje ulubione"ujutność" nie oddają tego w pełni. Może dlatego, że nie chodzi o to, co jest na kartach powieści, ale o wrażenie, które pozostaje w czytelniku po jej przeczytaniu...


      Myślę, że najłatwiej będzie zrozumieć to właśnie w ten sposób - czytając "Tatarkę" i poddając się jej atmosferze, do czego z całego serca zachęcam każdego, kto szuka w lekturze odrobiny wytchnienia od nie zawsze różowej codzienności. :)



sobota, 22 kwietnia 2017

Słowa, słowa, słowa...


Bo słowa służą pisarzowi nie tylko do układania z nich opowieści, ale również na co dzień. ;)

Jest tak, że każdy ma swój własny, osobisty zestaw słów, którym się posługuje, i nie ma dwóch osób na świecie, które miałyby identyczny. Ten zestaw nie jest stały, ponieważ stale się zmienia, nie tylko dlatego, że poszerzamy swoje słownictwo, ale też niektórych słów przestajemy używać.

Jak wiadomo, najskuteczniej poszerzamy i bogacimy swoje słownictwo czytając książki, ale to nie znaczy, że sami zaczynamy używać nowo poznanych słów. Tak na przykład było ze słowem "splin", z którym zetknęłam się w czytanej niedawno powieści. Nie znałam go wcześniej, sprawdziłam co oznacza, ale mimo to nie zaczęłam się nim posługiwać i pewnie nie będę. Nie czuję takiej potrzeby. Inaczej było ze słowem "paroksyzm", na które natknęłam się w powieściach Zygmunta Miłoszewskiego. Znałam wcześniej jego znaczenie, ale włączyłam je do swojego słownika dopiero po przeczytaniu kilku kolejnych kryminałów tego autora, gdzie "paroksyzm" pojawia się w tylu różnych konfiguracjach (jako paroksyzm bólu, strachu, cierpienia), że nie ma mowy, by się człowiekowi, nawet wbrew jego woli nie utrwalił.

piątek, 21 kwietnia 2017

Tym razem będzie romantycznie...

Romantycznie, ponieważ najważniejszym motywem jest w "Tatarce" jest MIŁOŚĆ - piękna, czasem szalona, niekiedy tragiczna, ale mimo to pokonująca najtrudniejsze przeszkody W powieści pojawia się w bardzo wielu różnych odsłonach, mimo że jednocześnie określenie "Tatarki" romansem byłoby zdecydowanym nadużyciem. ;) 

Dziś pierwsza odsłona powieściowej miłości 
- słowa jednej z bohaterek "Tatarki", pewnej niezwykłej staruszki, moim wiernym czytelniczkom dobrze już znanej z kart innej powieści.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Bardzo letni początek :)

Pogoda za oknem niezbyt sprzyja myśleniu o lecie, ale jednocześnie wzmaga tęsknotę za letnimi przyjemnościami. Na te realne niestety trzeba jeszcze będzie trochę poczekać, ale za to można już teraz poddać się im w swojej wyobraźni. :)

Akcja "Tatarki" toczy się latem - upalnym, słonecznym, leniwym, przesyconym zapachami, nie tylko tymi ogrodowymi, bo niektóre można poczuć stając w pobliżu otwartego na całą szerokość kuchennego okna bujaneckiego dworu. Cudowna, wakacyjna atmosfera zapowiada wiele, jednak nie to, co wydarza się potem...

O tym, co "potem", również napiszę nieco potem ;), a tymczasem zapraszam na całkiem obszerny początek... lata. ;)

Tatarka
Premiera 24 maja


***

Początek lata, środek dnia i koniec czasu wypełnionego wymyśloną przez kogoś historią stał się ułamkiem chwili, która zrodziła całkiem nową myśl. A ta kilka następnych, tak samo ważnych, a mimo to prawie nieuchwytnych.
Koniec przeczytanej nieuważnie książki dał dobry powód, by odwrócić się do słońca plecami, otworzyć szerzej znużone blaskiem oczy i popatrzeć w modre, nagie niebo nad koronami owocowych drzew. Unieść leniwie blade dotąd, zdrętwiałe lekko ramiona i sprawdzić, czy pojawiły się na nich złotoróżowe ślady pierwszej opalenizny. Dotknąć gorących policzków i poczuć pod palcami rumieńce namalowane słońcem i plączącymi się po głowie wspomnieniami poprzedniego dnia. A potem strząsnąć je z siebie jak okruchy, na nowo zerwać z rzeczywistością i bez żalu zapomnieć o bożym świecie – tym ze skończonej przed chwilą powieści, i tym realnym. Wyciszyć się, ukoić emocje i przede wszystkim niczego nie roztrząsać. W błogiej, starannej bezczynności nie myśleć już nic lub rozmyślać wyłącznie o niczym. Po to, by zdjąć z umęczonej głowy ciężar przykrych refleksji i zająć czymś ręce. Czymkolwiek, byle nie wymagało szczególnej uwagi i energii większej niż ta, której potrzeba do wystukania na kolanie rytmu plączącej się po głowie melodii lub zdmuchnięcia z dłoni zagubionego ptasiego piórka. Albo do strzepnięcia z sukienki żółtego kwiatowego pyłku czy przepłoszenia zielonobłękitnej ważki z nadgryzionego jabłka. A to wszystko bez przymusu i jakby od niechcenia. Byleby tylko nie robić niczego ważnego i zatonąć bez reszty w upragnionej beztrosce.
Na szczęście w rozświetlonym słońcem wiejskim ogrodzie nie było to trudne. Wystarczyło poddać się działaniu wszechobecnych barw, zapachów i znajomych dźwięków. One były emocjonalnie neutralne, swojskie i bliskie, dlatego bezpieczne. Nie tylko teraz i nie tylko jej, ale z pewnością zawsze i każdemu, kto umiałby odnaleźć w sobie dostatecznie wiele wrażliwości, by poczuć magię i urok tego miejsca, wchłonąć jego ducha, nasiąknąć nim jak rozpulchniona ziemia.
Z opuszczonymi powiekami snuła się po ścieżkach swojej na wpół uśpionej świadomości i nie miała ochoty z nich schodzić. Leniwie błądziła palcami wśród płatków jasnoróżowych stokrotek i biało­żółtych rumianków. Muskała nieuważnie puchate pomponiki kwiatów koniczyny, okalała ich nastroszone główki wiotkimi łodyżkami, źdźbłami traw, skrzypem polnym i postrzępionymi liśćmi krwawnika. Prawie nie otwierając oczu, właściwie od niechcenia, zrywała kolejne, czasem przypadkowe roś liny, bo tylko te rosnące w zasięgu jej rąk, i dołączała do wianka, który na przekór umiarkowanym staraniom wyglądał coraz lepiej.


– Wiła wianki i wrzucała je do falujące wody, wiła wianki i wrzucała je do wooody! – Półgłosem nuciła na okrągło refren ludowej piosenki, który przylgnął do niej poprzedniego wieczoru…


wtorek, 11 kwietnia 2017

Anioły



Przydarzyły mi się dwa razy, tego samego dnia, 16 marca. :)

Pierwszy przyszedł rano. Dowiedziałam się, że już jesienią zostanie wydana moja skończona zaledwie chwilę wcześniej powieść - z aniołem w tytule. :)

Wieczorem wzięłam udział w uroczystej gali podczas której wręczano statuetki "Anioła Sukcesu:. Wiedziałam, że zostałam nominowana w kategorii Kultura i Oświata, jednak absolutnie nie spodziewałam się, że w moim domu jeszcze tego samego dnia zamieszka kolejny anioł. :) Jestem ogromnie wdzięczna i dumna z powodu tak niezwykłego wyróżnienia. :)

Serdecznie gratuluję wszystkim pozostałym wyróżnionym! :)

środa, 22 marca 2017

"Tatarka" - oficjalna zapowiedź.

Od wczoraj na stronie Wydawnictwa Filia.
Premiera 24 maja 2017 roku.


Malowniczy dworek w podlaskich
Bujanach, noc świętojańska
i siła tradycji, która jest dobrym duchem,
ale czasem także przekleństwem pokoleń.
Piękna historia o mocy przyjaźni
i różnych odcieniach miłości.
Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.

piątek, 3 lutego 2017

Takie małe święto

Dziś jest rocznica! :)   
Dokładnie rok temu świętowałam premierę "Sekretu zegarmistrza". Nieprawdopodobne, jak to szybko minęło... 
Od tamtej pory zdążyłam polubić całkiem nowych, innych bohaterów mojej nowej książki (ciągle przy nich jestem), ale to nie oznacza, że rozstałam się z tymi z Sekretu. Towarzyszą mi nadal, w dodatku w całkiem nowej odsłonie. ;)
Mam nadzieję, że wciąż macie ochotę dowiedzieć się co słychać u Honoraty i Leny, albo co naprawdę skrywa tajemniczy leśny głaz, i przede wszystkim poznać zakończenie sercowych (i nie tylko!) perypetii Kseni?