wtorek, 19 kwietnia 2016

O pewnym bardzo starym domu, pokoju, i krześle...

Krzesło jest powieściowym "zapalnikiem".
O zapalnikach, również o krześle opowiadałam już między innymi tu:(klik)

Dziś opowiem więcej, nie tylko o krześle, ale o domu, w którym stało od... właściwie nie wiem, od kiedy, ale o tym za chwilę. Powiedziano mi jednak, że ze względu na kurdyban – skórzane obicie (na oparciu zachowała się gałązka z oliwkami) może mieć nawet 200 lat.



Krzesło przyjechało do mnie kilka lat temu z Francji, razem z ponad stuletnią Biblią, tą, która stała się zapalnikiem i jednym z głównych elementów fabularnych w "Tajemnicach Luizy Bein".

Krzesło należało do Dziadka Bruna. Zobaczyłam je po raz pierwszy wtedy, gdy pierwszy raz miałam okazję zobaczyć dom Dziadka w niewielkim Tergnier w północno – wschodniej Francji. Zapytałam wtedy, ile może mieć lat, na co Dziadek wzruszył tylko ramionami i odparł: „Nie mam pojęcia, kiedy wprowadziłem się do tego domu z moimi rodzicami, już tu było.”
Dziadek miał wówczas 92 lata.  W domu przy Arthur Sailly Rue mieszkał od ponad osiemdziesięciu lat.
Zatem, tak jak wspomniałam, nie mam pojęcia, ile lat może mieć krzesło, podobnie jak wszystko inne w domu dziadka. Bo dom, podobnie jak krzesło wyglądał w zasadzie tak, jak wtedy, gdy Dziadek się do niego wprowadził jako dziecko. Pojawiło się co prawda trochę nowych (ale z obecnej perspektywy również wiekowych) mebli, i oczywiście sporo współczesnych sprzętów, zachowany został jednak pierwotny, specyficzny klimat domu. Zwłaszcza w jednym z pokoi, który spowodował, że przez całą noc nie zmrużyłam oka. Najpierw dlatego, że pościelono mi w tym właśnie pokoju, a potem dlatego, że nie mogłam przestać o nim myśleć, gdy w końcu w środku nocy stamtąd czmychnęłam owinąwszy się kołdrą i poszukałam bezpieczniejszego azylu. ;)
Pokój należał do dwóch dziewczynek - córek dziadka. Obecnie nie tylko od dawna dorosłych, ale posiadających własne wnuki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ich dawny pokój wyglądał tak, jakby wyprowadziły się z niego poprzedniego dnia. Zostały dziecięce mebelki sprzed ponad połowy wieku, książki, lalki…
Całość robiła piorunujące, przerażające wręcz wrażenie. Nie wiem dlaczego, bo obie córki żyją i mają się dobrze. Wydaje mi się, że nie mogłam w tym miejscu zasnąć przez to, czego dowiedziałam się od dziadka poprzedniego dnia. O śmierci jego pierwszej żony i ich nowo narodzonego dziecka. Nie wiem, czy to się stało właśnie w tym pokoju, nie miałam odwagi zapytać…
Dom, pokój i krzesło, które dziadek postanowił mi podarować i które zajęło honorowe miejsce przy moim biurku, na zawsze pozostały w mojej głowie. Mimo że od dawna Dziadka Bruna już nie ma, a w dom z niebieskimi okiennicami przy Arthur Sailly Rue mieszka ktoś inny. Od dawna wiedziałam, że stanie się tłem do absolutnie wyjątkowej historii. Takiej, w której czytelnik poczuje to, co ja czułam, kiedy odwiedziłam ten dom po raz pierwszy. Zajęło mi to sporo czasu, ale wreszcie ją mam. I jest dokładnie taka, jak chciałam. Dzieje się we francuskim domu Dziadka Bruna i Babci Anny, i równolegle w dwóch innych miejscach, również dla mnie ważnych, o których opowiem w kolejnych wpisach. 
Zatem…

                                                                                                                Cdn.

2 komentarze:

  1. Gdy czytam ten wpis to od razu mam przed oczami dom moich dziadków na Podlasiu.Tak wiele z nim było związanych wspomnień i tych miłych i tych mniej miłych.Dom,do którego często wracam myślami i widzę go oczami swojej wyobrażni metr po metrze.Oglądam strych,sień dzielącą go na dwie części.Pokoje dziadków i druga część "dzieciowa" widzę drzwi prowadzące z drugiej strony domu wprost do sadu pełnego wiśni i cudownych papierówek.Widzę stare meble /komódka,"tremo" jak mawiała babcia na toaletkę,nakastliczek to z kolei była taka maleńka szafka.Widzę otoczenie tego drewnianego domu/chlewy z czerwonej cegły i takaż sama stodoła.Kilka lat temu pojechałam na Podlasie.Odwiedziłam rodzinę i zajechałam tam,gdzie stał dom/został sprzedany obcym ludziom/Rozpłakałam się widząc tylko drewniany szkielet,wybebeszone okna i gruzy zamiast chlewika i obory.Może w tej chwili ktoś już wyremontował i mieszka w nim tak jak kiedyś bywało.Może.....Pozdrawiam Jola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, z domem moich dziadków dzieje się podobnie. Podobnie pewnie jak z wieloma innymi...

      Usuń