piątek, 23 czerwca 2017

Wiła wianki i wrzucała je do falującej wody...

Wiła wianki i wrzucała je do wooody! :)

Żródło

To już dziś! Noc świętojańska! :) Od niej zaczyna się moja najnowsza powieść - "Tatarka".



Czas letniego przesilenia to święto zjednoczenia największych przeciwstawnych sobie sił – ognia i wody, słońca i księżyca, mężczyzny i kobiety oraz tego, co ich łączy i jednocześnie dzieli.

W noc świętojańską, pełną ludowej magii i wróżb, Ksenia plecie wianek z polnych kwiatów i ziół, by rzucić go w nurt Biebrzy i poznać odpowiedzi na zapisane w sercu pytania. 




W moim miasteczku obchody tej magicznej nocy zaczęły się dość wcześnie, a ja dotarłam na miejsce w momencie, gdy wianki zostały już rzucone do wody, a na niektórych wciąż płonęły świeczki. 











W towarzystwie lokalnych artystek, i ciekawostka - budynki za nami (wszystkie, kościół też) to kompleks więzienny

Pani Danusia (w środku) zrobiła własnoręcznie piękną margerytkową zakładkę,
która dołączy do książkowej nagrody w konkursie świętojańskim. :) 

I na deser - całkiem spory fragment "Tatarki" z nocą świętojańską w tle:

Źródło

Z całą powagą potraktowała stare słowiańskie święto, przywożąc ze sobą do Brzostowa ogromny kosz przywiędłych już nieco kwiatów i ziół zebranych specjalnie na tę okazję. W połączeniu z tymi zerwanymi już wspólnie na miejscu zrobiło się tego tak dużo, że dałoby się upleść wianki dla całego zastępu Słowianek pragnących odmiany swojego panieńskiego losu w tę jedyną w roku, cudowną noc letniego przesilenia. 
– Nie musi być w wianku, przywiążemy ją sobie w pasie, może wtedy nie będziesz jej czuła tak mocno. Zresztą od kataru nikt jeszcze nie umarł. Chyba. A bez bylicy nic się nie uda– perorowała Florka, nieczuła na tłumaczenia Ksieni o alergii na ten dość powszechny chwast, gdy odziane w prawie jednakowe, podobno konieczne w tym dniu białe sukienki zasiadły w przydomowym ogrodzie zaprzyjaźnionej weterynarz – pani Agnieszki, która prowadziła przy lecznicy w Bujanach przytulisko dla zwierząt, i zabrały się za wyplatanie świętojańskich wianków. – Nawet nie wiesz, jak się musiałam nachodzić, żeby ją dla nas zdobyć.
– Ściemniasz, kochana, aż z uszu ci się dymi – mruknęła Ksenia. – Każdy wie, że to pospolity chwast. Bylicy wszędzie pełno, mogłaś jej narwać do woli, chociażby za najbliższym płotem.
– No właśnie że nie mogłam. Zebrałam ją z dokładnie siedmiu miedz. Nachodziłam się po tych polach jak dzika. Nawet nie wiesz, jak mnie bolą – poskarżyła się i wyciągnęła demonstracyjnie długie, smukłe nogi. – Popatrz tylko, mam przez to łydki jak biatlonista.
– Zwariowałaś? Po co tam łaziłaś?
– Po to, żeby magia dzisiejszej nocy zadziałała maksymalnie. – Przeciągnęła się rozkosznie. – I żeby wszystko było tak, jak trzeba. A bylica jest najważniejsza. To najbardziej kobiece ziele, jakie znam. Działa na płodność – podkreślała, jak się wydawało, całkiem serio, z zapałem wplatając niezbyt  urodziwą sztywną roślinę we własny wianek.
– Jeśli chodzi o mnie, spokojnie obeszłabym się bez niego. – Ksenia demonstracyjnie wytarła nos. – Poza tym inne spokojnie je zastąpią – dodała ugodowo i trąciła łokciem bezładną zieloną stertę przed sobą. Ze względu na zaangażowanie Florki w zaaranżowanie wieczoru powstrzymała się przed złośliwym skomentowaniem jej wierzeń w gusła. Nawet jeśli miały być tylko symbolicznym hołdem oddanym pradawnemu obrządkowi. Bo tak właśnie Florka argumentowała pomysł urządzenia prawdziwej nocy świętojańskiej nad Biebrzą, w uroczej podlaskiej wiosce, gdzie obie lubiły bywać.
– Nic nie zastąpi bylicy. – Dziewczyna uparcie trzymała się swojej wersji.
– Ale przecież sama mówiłaś, że wszystkie mają podobną moc. – Pchnęła w jej stronę wiklinowy kosz wypełniony różnobarwnymi polnymi i ogrodowymi kwiatami.
– Podobną, ale nie taką samą. Rozmaryn, róża, lawenda i lubczyk są najlepsze na miłosne uroki. A paproć na przykład nie ma żadnej znanej mi mocy. Musimy ją jednak dodać ze względu na legendę o mitycznym kwiecie.
– Tylko nie mów mi, że będziemy go szukać!
– Może nie będziemy musiały. – Florka zniżyła głos do uwodzicielskiego szeptu i uśmiechnęła się tajemniczo. – Mówię ci, siostro! Zapowiada się niezapomniana noc! Może przylecą do nas świętojańskie świetliki? Bo kiedy, jeśli nie dziś?
– Nie wiem, ale gwarantowane masz na pewno komary. – Na dowód Ksenia podrapała kilka świeżych ukąszeń. – A co do świetlików, to nie łudziłabym się. Są chyba rzadkością. Dotąd nigdy ich nie widziałam.
– A ja tak i to nie raz. Nieprawdopodobne przeżycie! Magiczne zielone ogniki wyglądają jak z bajki. Czy wiesz, że one tak pięknie świecą dupkami tylko po to, żeby zwiększyć swoją atrakcyjność seksualną? W ciepłe czerwcowe noce wabią w ten sposób partnerów. Prawie jak my!
– Obawiam się, moja droga, że nasze dupki jednak dziś nie zaświecą.
– Nie szkodzi. Zapalimy świeczki…
– I wetkniemy je sobie w…?
– Wariatka! – parsknęła śmiechem Florka. – Ale za to jaka kreatywna – dodała z udawanym podziwem. – Jeśli jednak twój plan, nomen omen, nie wypali – roześmiała się znowu – przymocujemy płonące świece do wianków, zanim wrzucimy je do Biebrzy, a wtedy sama zobaczysz. Miłosny czar zadziała!








czwartek, 1 czerwca 2017

O Tatarce słów kilka - to, czego dotąd nie powiedziałam

Nie powiedziałam oczywiście na blogu, bo w innych miejscach już tak, i to czasem wielokrotnie. :)

Często, w różnych okolicznościach, mniej lub bardziej formalnych, jestem wypytywana o Tatarkę przez osoby, które są jeszcze przed lekturą, albo po prostu zastanawiają się, czy jest to książka dla nich, czy powinni po nią sięgnąć. ;)

Nie jestem w stanie odpowiedzieć jednoznacznie czy powinni, nie znając ich oczekiwań czytelniczych. 
Mogę jedynie pomóc w podjęciu decyzji (im i czytelnikom mojego bloga) i rozwiać wątpliwości odpowiadając na pytania, które pojawiają się najczęściej.

Otóż: :)