piątek, 30 listopada 2012

"Bluszcz prowincjonalny" i tajemnica jego okładki.



Po Podlasiu podróż sentymantalna - część pierwsza!

Wspólnie z bohaterami "Bluszczu prowincjonalnego" i ich śladami.

Będzie to podróż nie tylko geograficzna, ale również kulinarna, podzielona na kilka etapów tematycznych.
Dzisiejszy etap - pierwszy narzuciła mi właśnie okładka, a właściwie to, co się na niej znajduje"


Ten dom odkryłam zupełnym przypadkiem kilka lat temu, kiedy pojechałam do Kiermus, żeby zobaczyć najpopularniejszy chyba na Podlasiu jarmark staroci. Pomyślałam wtedy, że to jest idealne miejsce, by zamieszkał w nim któryś z bohaterów moich (wówczas jeszcze przyszłych) ksiażek. Wkrótce, jeszcze w trakcie powstawania "Mimo wszystko Wiktoria", zapadła ostateczna decyzja, że tym pięknym miejscu  zamieszka Anna Radecka i jej dzieci. Że kiermusiański Dworek nad Łąkami stanie się na chwilę jej domem, a bluszczowa weranda azylem.


Żeby podziękować temu miejscu za gościnne przyjęcie, postanowiłam mojej bohaterce (i przy okazji czytelnikom) zafundować całodniową, literacką wycieczkę do Kiermus.
Pozwolić pobuszować po wspomnianym wyżej targu staroci: 

 "Dochodzące z oddali przygrywanie ludowej kapeli świadczyło o tym, że impreza już się rozpoczęła. Ruszyli w kierunku dochodzących dźwięków i wkrótce zmieszali się z tłumem ludzi spragnionych bliskiego obcowania z tutejszym folklorem."














 "W jej nozdrza z impetem wdzierał się odurzający zapach wiejskich wędlin, chleba pieczonego na chrzanowych liściach, serów, miodów i innych regionalnych przysmaków, do których skosztowania zachęcali sprzedawcy."

 



"Miała okazję spróbować jak smakuje podpuszczkowy ser koryciński, którego recepturę, według lokalnej legendy miejscowi poznali niemal pięćset lat temu od osiadłych tu szwajcarskich żołnierzy. Skosztowała najpierw bielutkiego, zabawnie skrzypiącego w ustach śmietankowego, potem tych dłużej leżakujących – z czarnuszką, czosnkiem, kolorowym pieprzem i innymi aromatycznymi ziołami."


"Smakiem ujął ją też popularny w tych okolicach mrówkowiec – lepki od miodu, posypany makiem i rodzynkami kopiec o nieco dziwnym, pofalowanym kształcie."


(Był jeszcze sękacz, ale ten podlaski przysmak zasługuje na osobny rozdział i to właśnie jemu będzie poświęcony kolejny etap podróży.)



"Wreszcie, po godzinnym przeciskaniu się przez tłumy ludzi, ogłuszona muzyką i gwarem, obładowana torbami pełnymi targowych zdobyczy, z przyjemnością zasiadła w chłodnym wnętrzu wyjątkowo przyjemnie urządzonej karczmy i poprosiła o kawę. Skuszona zachętą uprzejmej kelnerki dała się też namówić, na jak się okazało - gigantyczny kawał domowego jabłecznika z lodami."


 

"Wreszcie dotarli wreszcie do niewielkiego, ale za to zrekonstruowanego starannie i z dbałością o szczegóły „Jantarowego Kasztela”, uroczo porośniętego winobluszczem."






By w końcu dotrzeć do tajemniczego Miejsca Mocy, gdzie zdarzyło się coś... o czym dowiecie się już z książki ;)


"- Tutaj masz instrukcję. – Wojtek wskazał na drewnianą tablicę, przymocowaną do grubego, nadpalonego pnia."





"Zobaczyła, jak jej syn wskakuje na trzynasty kamień."

 "- Miejsce mocy – uśmiechnęła się. – Jest tutaj. Na werandzie w Bujanach."


*wszystkie zdjęcia są oczywiście mojego autorstwa

10 komentarzy:

  1. Znam Podlasie.Moi rodzice pochodzą tamtych stron.Mama z Rogienic,a tatuś z Małego Płocka.To wsie leżące pomiędzy Kolnem i Łomżą.Jeżdziłam rokrocznie na wakacje do babci,a po jej śmierci,do ukochanej cioci.Jak słyszę o Podlasiu,to wstyd się przyznać,ale mam łzy w oczach.Te grzyby,te łąki pachnące i pełne maków,te snopy poustawiane na polach podczas żniw /dawno temu to było,ale ja pamiętam!/Pampuchy i chleb pieczony przez moją babcię w wielkim piecu !Cieszę się,że przeczytam pani książkę i pooddycham atmosferą tamtych stron!Już zamówiłam w mojej bibliotece.Dziękuję,że ją pani napisała!Pozdrawiam.Jola

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy czytam takie słowa, mam ochotę czym prędzej siadać do komputera i pisać kolejną książkę, oczywiście o Podlasiu :), które również jest i zawsze będzie mi bliskie - tam się urodziłam i wychowałam. Wiem też gdzie jest Mały Płock i Rogienice, choć moja miejscowość leży po drugiej stronie Łomży. Dziękuję za ten komentarz i pozdrawiam!
    P.S. I bardzo liczę na to, że opowie mi Pani swoje wrażenia po przeczytaniu Bluszcza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiście.Jak tylko przeczytam dam znać.Wiktorią byłam zachwycona,więc myślę,że i Bluszcz mnie zauroczy!

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja dołączyłam do grona czytelniczek z podlaskimi korzeniami.
    Witam :), z pierwszą wizyta na blogu.
    Książkę dopiero przeczytam, ale już ją mam (specjalnie zamówioną u Mikołaja, po przeczytaniu pierwszych blogowych recenzji). Stąd i znaleziony adres tego bloga.
    Nie kupuję już nowych książek, ale tę chciałam mieć.
    Moje korzenie to dziadkowie i rodzinne wioski między Łomżą i Ostrołęką. Wiele wakacyjnych dni w świecie, którego już nie ma. Sama jestem ciekawa, czy go odnajdę (bo jednak był to świat wcześniejszy, chyba nieco inny niż z powieści.
    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie u siebie :) Mam mimo wszystko szczerą nadzieję, że w Bluszczu odnajdzie Pani choć część tego swojego zaginionego świata. Bohaterowie książki sięgają wspomnieniami do lat 80-tych, a nawet przez moment znacznie dalej, bo do zbyt trudnego, by o nim swobodnie mówić, tematu wydarzeń jedwabieńskich. Poza tym wbrew pozorom, to miejsce wolniej ulega zmianom i wpływom cywilizacji, więc myślę, że wcale aż tak dużo tam się nie zmieniło, przynajmniej mentalnie. Z ogromną ciekawością czekam na Pani wrażenia z lektury! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje wspomnienia są wcześniejsze, z lat 60-tych i 70-tych, z tej prawdziwie zabitej dechami wsi. Pamiętam, gdy jeszcze nie było tam elektryczności i to naprawdę był zupełnie inny świat, niż chociażby w miasteczkach, czy miastach tamtego regionu. Warunki życia łączyły się z innym myśleniem, niż u nas w wielkim przemysłowym mieście
      Oczywiście odezwę się po przeczytaniu książki. :)

      Usuń
  6. Kiedy spojrzałam na zdjęcie od razu rozpoznałam Dworek w Kiermusach i Karczmę Rzym. Odwiedzam je co roku odpoczywając, zwiedzając i podziwiając Podlaską krainę. Stąd pochodzą moi rodzice,tu spędzałam wakacje będąc dzieckiem i tu powracam każdego roku latem.
    http://jagodzianka.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten domek urzekł mnie d pierwszego spojrzenia i zachęcił mnie do Pani książki. I całe szczęście bo jak i w domku tak i w książce się zakochuję.:)Aż mnie korci by zrobić sobie wycieczkę w Pani rodzinne strony, bo wstyd się przyznać są mi całkiem obce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo i oczywiście zapraszam na Podlasie :) Dom ze zdjęcia można również odwiedzić, a nawet w nim zamieszkać na jakiś czas. Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny.
      P.S. Liczę również, że opowie mi Pani swoje wrażenia po przeczytaniu książki :)

      Usuń
  8. Książkę właśnie dzisiaj skończyłam:)Szalenie mi się podobała. Czytając prawie przeniosłam się w te cudne okolice. Bardzo pozytywna w swoim przesłaniu.
    Z przyjemnością sięgnę po Pani drugą książkę"Mimo wszystko Wiktoria"
    Pozdrawiam, Kasia

    OdpowiedzUsuń