Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedwabne rękawiczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jedwabne rękawiczki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2018

Dlaczego właśnie Jedwabne...?


Pisałam już jakiś czas temu, że tytuł "Jedwabnych rękawiczek" ma kilka znaczeń i ukryta została w nim nazwa mojej rodzinnej miejscowości, w której częściowo umieściłam akcję powieści.



W kontekście głośnej ostatnio dyskusji nad ustawą o IPN jestem przy każdej okazji pytana przede wszystkim o Jedwabne, i o to, czy moja nowa powieść rzeczywiście opowiada o wydarzeniach z 1941 roku, o pogromie Żydów w Jedwabnem.

Odpowiedź brzmi jednocześnie tak, i nie.

Nie jest to historia o tym, co się wówczas zdarzyło, lecz jednocześnie tego nie omija.
Pogrom nie jest głównym wątkiem powieści choć dla fabuły ma charakter kluczowy. Wpływa znacząco na losy bohaterów "Jedwabnych rękawiczek" zarówno żyjących w tamtych trudnych czasach, jak i współczesnych.
I co najważniejsze - powieść nie powstała po to, by napisać o pogromie, ale stało się dokładnie na odwrót. Decyzja, by jej akcję osadzić w Jedwabnem i z odniesieniem do przeszłości pociągnęła za sobą taki właśnie skutek.

środa, 24 stycznia 2018

"Jedwabne rękawiczki" - początek

A początek "Jedwabnych rękawiczek" brzmi tak:
"Chmurne zasępione niebo lizał rdzawy płomień, który trawił nie tylko ludzkie ciała, ale też dusze. Pożerał wszystko zachłannie i nie zostawiał resztek. Zabierał nieśmiertelność, odzierał z godności i nie dawał wyboru ani niczego w zamian. Bezwzględny, okrutny i nieprzekupny spalał w pierwszej kolejności tych, którzy najgłośniej błagali o litość, w ostatniej zaś obdarowanych złudną i podsycaną do końca nadzieją na ocalenie. Dla nikogo nie czynił wyjątku, nikomu nie darowywał win, nawet tych, które nigdy nie istniały. Gardził wszystkim i nie gardził niczym, pochłaniał każdy opierający mu się byt i niebyt. Podsycał swoją moc, bo tylko tak mógł wreszcie stać się wieczny."
Resztę, czyli prolog i pierwszy rozdział możecie przeczytać w wygodny i przejrzysty sposób klikając tutaj.
Żeby powiększyć tekst, klikamy "Fullscreen" w prawym dolnym rogu. 

niedziela, 21 stycznia 2018

"Jedwabne rękawiczki" - fragment do poczytania

Gdyby ktoś chciał przeczytać prolog i pierwszy rozdział powieści, wystarczy, jeśli zajrzy do sklepu internetowego sprzedającego ebooki, lub na empik.com (klik).

Poniższy fragment został wyjęty dokładnie z jej środka i wydaje mi się, że jest idealny do poczytania właśnie dziś, 21 stycznia. Dlaczego? Sprawdźcie sami. ;)


       
Drobna staruszka była ledwie widoczna w gładkiej pościeli, również dlatego, że niemal zlewała się z jej bielą. Pozbawione melaniny, starannie ścięte na pazia włosy rozsypywały się miękko i wtapiały w tło poduszki. Podobnie jak bardzo blada twarz. Gdyby nie kilka mocniejszych akcentów kolorystycznych w postaci ciemnopopielatej oprawy zielonkawych oczu i zdecydowanego koralu warg, rozmyłaby się zupełnie w białej szpitalnej scenerii. 
     Laura początkowo wzięła te ciemniejsze tony za delikatny makijaż, jednak okazało się to tylko złudzeniem. Rozciągnięte w lekkim uśmiechu usta Josephine miały naturalny, mocny pąsowy odcień i wyraźne harmonijne kontury. Przeciwnie niż u ludzi w jej wieku, którym pozbawione koloru wargi najczęściej zapadały się do środka i traciły kształt. Również rzęsy, które biorąc pod uwagę wiek kobiety, powinny być spłowiałe i wytarte, u niej rzucały na policzki długie cienie. Regularne grafitowe brwi były lekko uniesione, jakby w podszytym ekscytacją, ale i niepewnością oczekiwaniu na to, co się za chwilę wydarzy.

wtorek, 16 stycznia 2018

O pisaniu i tym, co się lubi bardziej - trochę subiektywne

Niektórzy autorzy traktują swoje książki jak dzieci. Tworzą je, i niby puszczają w świat, ale tak naprawdę nigdy nie oddają im całkowitej wolności. Nadal obserwują, co się z nimi dzieje, wszystkie tak samo wnikliwie, no wszystkie są dla nich ważne, za wszystkie mocno trzymają kciuki. 
W moim przypadku jest jednak nieco inaczej. Na szczęście, bo w przeciwnym razie byłabym najgorszą matką na świecie. 


Bo matka nie powinna faworyzować żadnego że swoich dzieci, zapominać o jednych, gdy myśli o innych, porównywać, i co gorsza, mieć świadomość, że jedne są lepsze od pozostałych.

A ze mną (oczywiście tylko w przypadku książek, nie dzieci  ) tak właśnie jest. Potrafię wskazać te powieści, z których jestem bardziej dumna niż z innych.

Dotąd moją faworytką była powieść "Tajemnice Luizy Bein". Teraz to się zmieniło (chyba, bo może z czasem uznam, że są to miejsca równorzędne).

niedziela, 14 stycznia 2018

Lubicie stare książki?



Zwyciężczyni premierowego, fejsbukowego konkursu z "Jedwabnymi rękawiczkami" zadała mi bardzo ciekawe pytanie. Spytała, czy bohaterka powieści lubi książki, i trafiła tym pytaniem tak bardzo w punkt, że zasługuje to na osobny wpis. 

Bo bohaterka "Jedwabnych rękawiczek", Laura, nie tylko kocha książki, ale niektóre z nich miały znaczący wpływ na je życie.

"Karolcia" M. Krüger nadal przywołuje marzenie o cudownym niebieskim koraliku, który spełnia wszystkie życzenia, a Opowieści z Narnii przypominają o starej szafie w rodzinnym domu, gdzie Laura skrywała się jako dziecko, marząc o drzwiach do magicznego świata. 
Książki są też dla niej wyjątkowe jeszcze z innego powodu. Laura nie lubi, a wręcz boi się staroci, takich z duszą, unika też tego typu miejsc - starych domów i mieszkań.
Natomiast książki, nawet bardzo stare i zakurzone nie budzą w niej takich uczuć. 

środa, 10 stycznia 2018

Premiera "Jedwabnych rękawiczek" i konkurs!

Zatem... to już dziś!  

Premiera "Jedwabnych rękawiczek". 

Obiecałam, że tego dnia opowiem, co zainspirowało mnie do ich napisania, a ilustracją tej nieco dziwnej historii jest zdjęcie obok.
Niecałe cztery lata temu poprosiłam pewnego pana o dedykacją w mojej absolutnie najulubieńszej powieści jego autorstwa - "Utytłani miłością" (którą przy okazji szczerze i z całego serca polecam!  ). 

W rozmowie z nim wspomniałam o pewnym kontrowersyjnym filmie, w którym pan kiedyś zagrał i przyznałam się, że sama pochodzę z Jedwabnego. Spytał mnie, czy zamierzam kiedyś napisać o tym, co zdarzyło się w tym mieście w 1941 roku, a ja bez zastanowienia i stanowczo odpowiedziałam, że absolutnie nie! Nigdy.
Po czym już w drodze powrotnej do domu, w samochodzie zrobiłam pierwszy wstępny szkic "Jedwabnych rękawiczek".
Dwa lata później były gotowe.
Ktoś bliski mi określił to, co zrobiłam kwintesencją kobiecej logiki (takiej na zasadzie: potrzebowałam nowych butów i poszłam do sklepu, zobaczyłam piękną sukienkę więc kupiłam torebkę  ).
Początkowo zamierzałam się z tego powodu obrazić , ale myślę, że jednak coś w tym jest. 

A z okazji dzisiejszej premiery na mojej fejsbukowej stronie został ogłoszony oryginalny KONKURS (klik).
Do wygrania jest oczywiście  autorski egzemplarz powieści ze specjalną dedykacją, kubek z herbem miasta, w którym rozgrywa się akcja powieści oraz... nagroda niespodzianka z kokardką, coś, co niektórym przyda się już po lekturze książki. 

Serdecznie zapraszam do udziału.! 
Konkurs przypięty jest na górze strony (klik).. Zachęcam też do poczytania komentarzy rosoby, którzy nie zamierzają brać w nim udziału. Można się z nich sporo dowiedzieć 

czwartek, 4 stycznia 2018

Czy wierzycie w fatum?

Czy wierzycie w przeznaczenie, które kieruje losem człowieka tak, że obojętnie co zrobi, zawróci go z nowo obranych ścieżek i skieruje na tę którą upatrzył sobie dla niego na początku?
I dlatego bez względu na to, co zrobimy, i tak stanie się to, co miało się stać? J

Bo przyznam, że dotąd bardzo sceptycznie podchodziłam do podobnej teorii. Uważałam, że każdy człowiek ma decydujący wpływ na własną przyszłość.

Ziarno wątpliwości zostało jednak zasiane, gdy przygotowywałam się do pisania „Jedwabnych rękawiczek”. Jeden z wątków powieści oparty jest na mało znanej przepowiedni z 1904 roku, autorstwa pewnego kontrowersyjnego wizjonera. Jej treść spowodowała u mnie potężną gęsią skórkę.
A potem, gdy już zaczęłam pisać, podskórnie poczułam, że z tą powieścią nie pójdzie mi łatwo. Mimo że pisało mi się fantastycznie i chyba z żadnej wcześniejszej nie byłam tak bardzo zadowolona, zwłaszcza z końcowego efektu.

Mimo to przeczuwałam kłopoty.

Co nastąpiło potem?

środa, 15 listopada 2017

Nowa powieść już w styczniu!

Tytuł: Jedwabne rękawiczki
Premiera: 10 stycznia 2018
Wydawnictwo Filia




Opis:

Laura wiedzie spokojne życie na ostatnim piętrze przedwojennej warszawskiej kamienicy, gdzie mieszka wraz mężem i córkami. Czuje się tam szczęśliwa i bezpieczna, do czasu, gdy znajduje na podłodze salonu amarantowy koralik ze strzępkiem srebrnej nici. Intuicja podpowiada jej, że jest on ważny, podobnie jak zdjęcie dziewczynki z lalką ukryte za obwolutą starego albumu, listy wypchane strzępkami znalezionych pod podłogą papierzysk oraz jedwabna rękawiczka z wyhaftowanym tajemniczym symbolem.

Chęć wyjaśnienia tajemnicy zaprowadzi Laurę do maleńkiego francuskiego miasteczka i domu z zamkniętymi okiennicami. Wewnątrz czekają na nią zarówno odpowiedzi, jak i nowe pytania. 
Powieść o tajemnicach przeszłości, i cenie jaką trzeba zapłacić za ich poznanie.

piątek, 20 maja 2016

Kolejna życiowa rola dwustuletniego francuskiego krzesła i pewna niezwykła znajomość

O krześle pisałam na blogu jakiś czas temu (klik). 
Przyjechało do mnie kilka lat temu z Francji, razem z ponad stuletnią Biblią, tą, która stała się zapalnikiem i jednym z głównych elementów fabularnych w "Tajemnicach Luizy Bein".
Krzesło należało do Dziadka Bruna. Zobaczyłam je po raz pierwszy wtedy, gdy pierwszy raz miałam okazję zobaczyć dom Dziadka w niewielkim Tergnier w północno – wschodniej Francji. Zapytałam wtedy, ile może mieć lat, na co Dziadek wzruszył tylko ramionami i odparł: „Nie mam pojęcia, kiedy wprowadziłem się do tego domu z moimi rodzicami, już tu było.”

piątek, 22 kwietnia 2016

O tym, jak mycie zębów zabija w człowieku kreatywność, niszczy szczęście i nie pozwala spać

źródło
Do takiego wniosku doszłam po przeczytaniu kilkunastu różnych artykułów, gdy szukałam materiałów do ostatniej powieści - tej, o której rozwodziłam się w poprzednich wpisach. Linków nie udostępniam, bo jest ich zbyt wiele (wśród nich też dość kontrowersyjne), szybciej będzie, jeśli opiszę w czym rzecz. ;)


czwartek, 21 kwietnia 2016

Amarantowy koralik i stara warszawska kamienica

źródło: pinterest.com
Pora na ostatni odcinek opowieści o powieści - tych, którzy dopiero trafili na mój blog i ten wpis, zachęcam do przeczytania dwóch poprzednich tu (klik) i tu (klik).
Czas opowiedzieć o pojawiającym się w niej ostatnim już, starym domu, a właściwie przedwojennej warszawskiej kamienicy. Znów jak najbardziej realnej, istniejącej naprawdę.
Mieszkanie na ostatnim piętrze kamienicy przy ulicy Rudawskiej, z którego wyprowadziłam się całe wieki temu, na tyle mocno wpłynęło na różne aspekty mojego późniejszego życia, że postanowiłam w końcu do niego wrócić i wykorzystać jako tło odpowiedniej dla niego powieści. A właściwie jako część tła dzielonego z domem na moim rodzinnym Podlasiu i tym we Francji należącym do Dziadka Bruna (o tym również w dwóch wcześniejszych postach).

środa, 20 kwietnia 2016

O tajemnicy ukrytej za starą szafą, gdzie miała być Narnia...

Jedwabne (ok.1938r.), obecny Plac Jana Pawła II
(printerest.com)
W powieści „Jedwabne rękawiczki”,  pojawiają się trzy stare domy. 

Każdy z nich ma swoją historię i własną rolę do odegrania w jeszcze innej historii, tej, którą w wyniku różnych zbiegów okoliczności stworzą wspólnie.

wtorek, 19 kwietnia 2016

O pewnym bardzo starym domu, pokoju, i krześle...

Krzesło jest powieściowym "zapalnikiem".
O zapalnikach, również o krześle opowiadałam już między innymi tu:(klik)

Dziś opowiem więcej, nie tylko o krześle, ale o domu, w którym stało od... właściwie nie wiem, od kiedy, ale o tym za chwilę. Powiedziano mi jednak, że ze względu na kurdyban – skórzane obicie (na oparciu zachowała się gałązka z oliwkami) może mieć nawet 200 lat.


poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Po raz pierwszy o tym, co dalej, czyli o całkiem nowej powieści.

Ktoś ostatnio słusznie zauważył, że jeśli piszę właśnie siódmą powieść, a najnowsza, czyli „Sekret zegarmistrza” jest piąta, powinnam się w końcu wytłumaczyć, co z szóstą. 
Otóż szósta jest w przygotowaniu. W dodatku od dość dawna, ponieważ sporo czasu zajęło mi zebranie się w sobie, by w końcu wypuścić ją w świat. Musiałam zyskać pewność, że wreszcie jest taka, jak chciałam. 
Jeszcze dłużej trwało jej pisanie, właściwie najpierw równolegle z dwiema ostatnimi książkami, które są już w księgarniach. Dlatego też pewnie ślad „Jedwabnych rękawiczek” – bo tak póki co nazywam moją szóstą powieść, pojawia się w nich obu, w „Kołysance dla Rosalie” - w wątku dotyczącym zaginięcia dziecka, a w „Sekrecie zegarmistrza” - w postaci tajemniczej Nadii.

źródło: printerest.com
Pomysł na "Jedwabne rękawiczki" zrodził się w mojej głowie dzięki znalezionej przypadkiem, bardzo nietypowej przepowiedni z 1904 roku, która chyba właśnie zaczęła się spełniać - i nie mam tu na myśli tylko literackiej fikcji. To był mój pierwszy powieściowy „zapalnik”, potem pojawiły się kolejne. Między innymi piękna stara lalka i skrywana w niej (niemal dosłownie) tajemnica, pewien wiekowy i bardzo osobliwy dom w północno – wschodniej Francji, oraz znalezione w nim krzesło obite wytartym ze starości kurdybanem. (Tak, właśnie tak, krzesło.) 

wtorek, 12 lutego 2013

Jedwabne na kartach powieści, i nie tylko...

Pora na kolejny etap podróży z "Bluszczem prowincjonalnym".
Dziś przystanek bardzo dla mnie bardzo szczególny.
Maleńkie, podlaskie miasteczko, to samo, do którego Anna wybrała się na targ po jaja kupowane parami ( a dlaczego parami, odpowiedzi należy poszukać w Bluszczu ;) ),
 i gdzie odwiedziła parę innych miejsc.
Miejsc, o których zamierzam jeszcze raz opowiedzieć.
Zapraszam na wycieczkę w okolice, gdzie się urodziłam i wychowałam,
gdzie urodzili się i wychowali również moi dziadkowie i pradziadkowie.
Zapraszam do mojego Jedwabnego. :)
... tego samego, o którym kilka lat mówiono głośno, może czasem zbyt głośno.  Którego temat właśnie powraca w kontekście kontrowersyjnego filmu "Pokłosie" w reż. W. Pasikowskiego. Miejsce, gdzie wiele lat przed moim urodzeniem wydarzyły się sprawy, o których nie zamierzam tu mówić...
Nie zamierzałam też o nich pisać w mojej książce, jednak doszłam do wniosku, że większym nietaktem byłoby pominąć  wydarzenia jedwabieńskie milczeniem, niż o nich wspominać.
Nie pominęłam.
Napisałam o tym po swojemu.
Pisząc o Jedwabnem oddałam Annie własne wspomnienia.