wtorek, 6 maja 2014

Wyjątkowy konkurs z Luizą!

Konkurs wyjątkowy, ponieważ wyjątkowa jest nagroda -  ta główna, bo są też dodatkowe.

A główną nagrodą jest...

Luiza Bein!





Tym razem w wersji uszytej przez Delfinę

Choć wygląda niemal dokładnie tak, jak powinna, o czym wiedzą ci, którzy już przeczytali książkę.
Delfina dodała jej od siebie jedynie skrzydła, 80 cm wzrostu i cudnie nabzdyczoną minę.




Tu zbliżenie na monogram na chusteczce Luizy
- kto czytał, ten wie, dlaczego taki. :)



Zwycięzca otrzyma też egzemplarz "Tajemnic Luizy Bein" z moją dedykacją ufundowany przez 


Książki dzięki Wydawnictwu otrzymają też kolejni laureaci - za zajęcie drugiego i trzeciego miejsca.




Co trzeba zrobić, żeby wygrać?

Tematem konkursu jest pasja,
która przewija się we wszystkich moich powieściach. 
W "Tajemnicach Luizy Bein" również - Alex uwielbia szwajcarskie pociągi, Klara kocha książki, Łucja swój ogród, a Kuba... no cóż, tu wiele można by pisać. ;)
Delfina, która uszyła główną nagrodę tworzy fantastyczne lalki - tildy, które można pooglądać na jej blogu.
O moich pasjach pisałam już niejednokrotnie, i żeby nie być gołosłownym, pokażę je na blogu tuż po zakończeniu konkursu.


A tymczasem chciałabym poznać Wasze pasje.
Wierzę, że każdy taką ma, bo przecież pasją może być prawie wszystko. Dlatego bardzo jestem ciekawa, co pasjonuje moich czytelników (obecnych i przyszłych) i chętnie to poznam, a jeszcze chętniej obejrzę. :)

  
Żeby wziąć udział w konkursie...

Należy na adres r.kosin@wp.pl przesłać zdjęcie ilustrujące własną pasję, opatrzone krótkim komentarzem.




Szczegółowe zasady i regulamin:

1. Zdjęcia należy przesłać na adres r.kosin@wp.pl do 16.05.2014 r.

2. Tematyka jest nieograniczona, bo jak pisałam wyżej rodzaje pasji bywają różne, jednak w konkursie nie wezmą udziału zgłoszenia, które mogą kogokolwiek w jakikolwiek sposób obrażać.

3. Każde zgłoszenie (jedno z jednego adresu mailowego) powinno zawierać jedno zdjęcie i krótki komentarz (maksymalnie dwa zdania)w treści maila, oraz imię i nazwisko lub nick zgłaszającego (tylko do mojej wiadomości). Nadesłanie zdjęcia oznacza automatycznie zgodę na jego publikację.

4. Zwycięzca zostanie wyłoniony przez głosowanie internautów tu i na facebooku.
Wszystkie zdjęcia zostaną opublikowane  18.05,  opatrzone jedynie numerami, choć podpisanie bądź oznaczenie nadesłanych zdjęć nie jest zabronione. Głosowanie potrwa do 21.05. 2014 r., do północy.


5. Nagrody (lalka i książki) będą wysyłane na podane adresy, ale tylko na terenie Polski.

6. Udostępnianie informacji o konkursie nie jest warunkiem udziału, ale będzie mile widziane.

Serdecznie zapraszam!



piątek, 18 kwietnia 2014

Wielkanocny wpis jajeczny. :)



Czas jest szczególny, więc będzie świątecznie...


W tym roku nie znalazłam nawet skrawka czasu na malowanie jajek . 
Ubolewam, bo zajęcie zaliczam do moich najulubieńszych. Na pociechę wykopałam z czeluści komputerowego dysku trochę gęsich wydmuszek udekorowanych w latach ubiegłych, kiedy jeszcze częściej pod ręką miałam pędzelek, szydełko, czy też igłę do szycia, niż klawiaturę komputera...





Jeśli ktoś pamięta moje dwie pierwsze książki wie, że niedobór zajęć rękodzielniczych zrekompensowałam sobie wpleceniem ich w fabułę powieści.  Szczególnie w "Mimo wszystko Wiktoria", gdzie pojawia się decoupage, frywolitki, ręcznie robiona biżuteria, a bohaterki spotykają się na wspólne robótkowanie w Domu Otwartym dla Pań".  W "Bluszczu prowincjonalnym" z kolei jest scrapbookingowy album Marty - bibliotekarki.





Jeśli ktoś jest ciekawy, czy podobne wątki pojawiają się w "Tajemnicach Luizy Bein", z radością donoszę, że oczywiście TAK, choć w nieco inny sposób, niż dotąd.

Są dziergane na drutach kamizelki, które grają tu całkiem ważną rolę. 
Są koronczarki i pewien tajemniczy przedstawiciel coraz rzadszego fachu rzemieślniczego, którego "dzieła" ze względu na ich specyfikę, śmiało można zaliczyć do rękodzieła artystycznego, szczególnie z punktu widzenia kobiet. 
Co to za fach? Ci, którzy już przeczytali książkę wiedzą, dlaczego nie mogę tego zdradzić. :)
Mogę za to wspomnieć o starym zegarmistrzu, również bohaterze mojej najnowszej powieści. Wiele osób czytając to pewnie uśmiechnie pobłażliwie, bo przecież zegarmistrz, to nie rękodzielnik! 
To prawda, ale prawdą jest również, że ten zawód ma w sobie coś magicznego, coś co pozwala postawić zegarmistrza w jednym szeregu z rękodzielnikami - artystami.

I wiem, co mówię, bo wychowałam się wśród tykających zegarów, maleńkich szufladek na trybiki, ośki i balanse, namiętnie trenując przetrzymywanie mięśniami okrężnymi oka lupy zegarmistrzowskiej (nie nauczyłam się tego do dziś. ;)) 



I jeszcze odpowiedź na kolejne, niepostawione pytanie: Czy rękodzieło pojawi się w kolejnej, mojej powieści, tej jeszcze niedokończonej?

TAK!

Jednak całkiem inne niż dotąd, trochę nietypowe i przez to ciekawe. 
Podpowiedzią niech będą tykające zegary i ceramiczne kafle. ;)




Jajek nie będzie, jajka będą dziś... ;)






















Życzę wszystkim spokojnych, zdrowych i pogodnych świąt!



czwartek, 13 marca 2014

Odkrywam pierwszą Tajemnicę Luizy Bein.

Za niecały miesiąc premiera - 9.04.2014 r.


Zapowiedź już:



Na starówce w warmińskim miasteczku archeolodzy odkrywają cmentarzysko mnichów. Pośród zakonników znajdują szczątki kobiety w wianku ze srebrnych róż i z dzieckiem w objęciach. Okazuje się, że to Luiza Bein, dziedziczka i filantropka, której grób dotąd pozostawał nieznany. Ale kim jest dziecko? Kobieta miała tylko jednego syna, który dożył sędziwego wieku… Młoda dziennikarka postanawia wyjaśnić tę zagadkę. Aby odszukać potomków Luizy, skieruje swe kroki do Szwajcarii. Wraz z młodym i przystojnym Alexandrem Beinem odkryje wiele tajemniczych kart historii tej rodziny…





Kim jest Luiza Bein?

   Na okładce książki jest informacja, że lokalną dziedziczką i filantropką. Tytuł mówi, że na pewno miała więcej niż jedną tajemnicę, wśród nich tożsamość dziecka, z którym została pochowana. Na głowie ma wianek ze srebrnych róż, wokół którego krąży legenda. On jest kolejną tajemnicą. Nie chciała, by potomkowie wiedzieli, gdzie jest jej grób - ta jest następna. A to jeszcze nie koniec. W dodatku nie tylko ona coś ukrywa. Tych osób jest więcej.Tajemnic też jest znacznie więcej, i mam nadzieję, że udało mi się zaciekawić czytelników na tyle, że zechcą poznać je wszystkie. :)


A teraz fakty!

W sierpniu 2011 roku, w podolsztyńskim miasteczku, podczas prac przy rewitalizacji  starówki odkryto cmentarzysko mnichów sprzed 150 lat. Wśród kilkudziesięciu braci zakonnych znaleziono kobietę z dzieckiem (proszę przyjrzeć się zdjęciu poniżej), a tuż obok mężczyznę bez nóg.
Kim jest kobieta, dziecko i pochowany nieopodal nieszczęśnik? 
O tym (między innymi) w powieści:
"Tajemnice Luizy Bein"







Niebawem uchylę rąbka kolejnej tajemnicy. ;)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Tajemnice Luizy Bein

Premiera - kwiecień 2014, Wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Tym razem coś zupełnie nowego, innego i zaskakującego - mam nadzieję pozytywnie...





Szczegóły niebawem...

wtorek, 30 lipca 2013

O tym, jak w kilkanaście minut przyrządzić pyszny, orzeźwiający chłodnik litewski…


... dokładnie ten sam,

który w "Bluszczu prowincjonalnym" przyrządza Anna.


Dziś też miały być ziemniaki i orzeźwiający chłodnik litewski z prawdziwego zsiadłego mleka. Idealny na doskwierający upał. 
Anna umyła przyniesioną z ogrodu botwinę i podgotowała ją w niewielkiej ilości wody. W międzyczasie posiekała zieleninę, ogórki, rzodkiewkę, a potem ugotowała kilka jajek na twardo. W dużym, glinianym garnku wymieszała starannie wszystkie składniki, by w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wrócić na werandę...

  
Przepis na chłodnik litewski, zamieszczony na końcu książki:

Szybkość jego przygotowania zależy przede wszystkim od głównego składnika – czyli wywaru buraczanego. A można przygotować go na trzy różne sposoby. 

Pierwszy – dla cierpliwych entuzjastów zdrowego odżywiania: siekamy boćwinę łodygową lub po prostu botwinę (najlepiej taką świeżo wyrwaną z ogródka), a trzy średnie buraczki ścieramy grubo na tarce. Jedno i drugie gotujemy w trzech szklankach wody, z jednym listkiem laurowym, dwoma ziarenkami ziela angielskiego i trzema pieprzu. Doprawiamy solą, octem i cukrem według własnego uznania i smaku. 

Drugi – dla znacznie mniej cierpliwych entuzjastów zdrowego odżywiania: kupujemy gotowy sok z buraków w butelce lub kartonie, doprawiamy go odpowiednio – solą, cukrem i octem. Jeśli nie był wcześniej pasteryzowany, zagotowujemy. 

Trzeci – wyłącznie dla zuchwałych: kupujemy dwie torebki barszczu w proszku i rozpuszczamy go w dwóch szklankach gorącej wody.

Wszystkie z wymienionych sposobów ma łączyć jedno – wywar musi być mocny, esencjonalny, a jego smak może, a nawet powinien powodować lekkie łzawienie oczu. Musi też być dobrze schłodzony. Wówczas przelewamy go do odpowiedniego naczynia, najlepiej glinianego lub szklanego, i mieszamy z dwoma litrami maślanki, ewentualnie kefiru, zsiadłego mleka lub jogurtu naturalnego, bądź też ich mieszaniną. Jeżeli ktoś woli, by chłodnik miał bardziej kremową konsystencję, może dodać kubek jogurtu greckiego, który bywa tak gęsty, że można go niemal pokroić w plasterki. 
Potem przystępujemy do siekania szczypiorku i koperku – po jednym pęczku. Ścieramy na tarce o grubych oczkach rzodkiewkę i świeży ogórek. Wszystko to wrzucamy do chłodnika. Są to tradycyjne dodatki, ale jeżeli chcemy pochwalić się swoją kulinarną kreatywnością i zrobić wrażenie na gościach, do zupy można dodać na przykład pokrojone (w słupki lub kostkę) awokado, liście ogórecznika, młodej pokrzywy lub mniszka lekarskiego, rzeżuchę, roszponkę, ewentualnie rukolę, jednak w przypadku tej ostatniej nie warto przesadzać, ponieważ bywa dominująca w smaku. Chłodnik podajemy z jajem ugotowanym na twardo. Na Podlasiu jednak najczęściej zjada się go z ziemniakami. Ugotowane w całości i bardzo gorące, należy położyć na brzegu talerza z zimnym chłodnikiem.



Smacznego! :)