Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 czerwca 2016

Jedzmy kwiatki i konfiturę z fiołków!

Jeśli ktoś przeczytał "Sekret zegarmistrza", wie, jak ważną rolę odgrywa w powieści konfitura z fiołków. Nie mogę oczywiście zdradzić jaką.;) Mogłabym za to spróbować opisać jej smak, jednak niewiele znajduję przymiotników, by go właściwie określić. 

To samo dotyczy lodów fiołkowych, których można skosztować w Prowansji. Fioletowe i słodkie - te określenia będą chyba najwłaściwsze.

środa, 22 czerwca 2016

Zachodni wiatr spienione goni faleeee ;)

Tak mi się śpiewa mimowolnie, bo wakacje coraz bliżej, moje również, dlatego odliczam niecierpliwie dni!

Wśród zdjęć z poprzednich wyjazdów znalazłam takie, które idealnie pasuje mi do nastroju. Morze, plaża i potężny, ale ciepluteńki wiatr wzbijający spienione kołtuny na kilka metrów w górę. Coś fantastycznego!



Moim wakacyjnym wspomnieniem sprzed kilku lat podzieliłam się uczciwie również z bohaterkami "Sekretu zegarmistrza". Takie właśnie było morze w Nicei w lipcu 2007 roku:

piątek, 20 maja 2016

Kolejna życiowa rola dwustuletniego francuskiego krzesła i pewna niezwykła znajomość

O krześle pisałam na blogu jakiś czas temu (klik). 
Przyjechało do mnie kilka lat temu z Francji, razem z ponad stuletnią Biblią, tą, która stała się zapalnikiem i jednym z głównych elementów fabularnych w "Tajemnicach Luizy Bein".
Krzesło należało do Dziadka Bruna. Zobaczyłam je po raz pierwszy wtedy, gdy pierwszy raz miałam okazję zobaczyć dom Dziadka w niewielkim Tergnier w północno – wschodniej Francji. Zapytałam wtedy, ile może mieć lat, na co Dziadek wzruszył tylko ramionami i odparł: „Nie mam pojęcia, kiedy wprowadziłem się do tego domu z moimi rodzicami, już tu było.”

czwartek, 12 maja 2016

Podlasko-francuski hrabia i jego niezwykły, bardziej polski niż francuski gość


Francuski hrabia mieszkający na Podlasiu to spore zaskoczenie, prawda? Również dla mnie, ponieważ o jego istnieniu dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy zbierałam materiały do "Sekretu zegarmistrza", czyli stosunkowo niedawno.  

Okazał się ogromnie fascynującą postacią nie tylko dlatego, że pasjonował się etnografią i archeologią i  zgromadził wiele cennych pamiątek, ale też przez pewien fakt, który wykorzystałam w powieści i dlatego nie mogę za wiele o nim opowiedzieć. Jedynie to, że Ludwik i jego małżonka, hrabina Joanna z Potockich byli ostatnimi właścicielami czegoś bardzo cennego, co znane jest większości z nas ze szkolnych podręczników, i co im skradziono  tak skutecznie (przepadło podczas podróży na wystawę w Paryżu), że nie zostało odnalezione do dziś. Każdego, kto chciałby wiedzieć więcej zapraszam do lektury "Sekretu zegarmistrza".

wtorek, 19 kwietnia 2016

O pewnym bardzo starym domu, pokoju, i krześle...

Krzesło jest powieściowym "zapalnikiem".
O zapalnikach, również o krześle opowiadałam już między innymi tu:(klik)

Dziś opowiem więcej, nie tylko o krześle, ale o domu, w którym stało od... właściwie nie wiem, od kiedy, ale o tym za chwilę. Powiedziano mi jednak, że ze względu na kurdyban – skórzane obicie (na oparciu zachowała się gałązka z oliwkami) może mieć nawet 200 lat.


czwartek, 3 marca 2016

Podlasie od kuchni

"Kuchnię podlaską uważa się za jedną z najsmaczniejszych regionalnych kuchni w Polsce. (...) Mimo że niezbyt urozmaicona, jest też niezmiernie ciekawa przez wielokulturowość, która ją ukształtowała, oraz pietyzm, z jakim owiane wieloletnią tajemnicą przepisy podlaskich gospodyń skrzętnie przekazywane są z pokolenia na pokolenie tylko członkom najbliższej rodziny. Na Podlasiu przez stulecia nakładały się na siebie wpływy kuchni polskiej, litewskiej, białoruskiej, żydowskiej i tatarskiej. Obecnie łączy je przede wszystkim jedno – przygotowanie niemal każdego z podlaskich przysmaków jest niezwykle czaso- i pracochłonne. Wszystkie receptury wymagają również szczególnej cierpliwości i staranności wykonania. Na szczęście istnieje też kilka potraw, które (głównie dzięki pewnym trickom i możliwości korzystania z dobrodziejstw, jakimi są współczesne urządzenia kuchenne) da się przygotować nieco szybciej."*

A krojenie cebuli wygląda tak...
Trików używam, podobnie jak dobrodziejstw kuchennej techniki, jednak to podlaskie potrawy przygotowuję niezmiernie rzadko. Bo prawda jest taka, że mimo to trzeba urobić się przy nich po łokcie, właściwie przy każdej. To jest właściwie najważniejsza cecha kuchni podlaskiej, i wcale nieprzypadkowa. W ten sposób podlaskie gospodynie okazują słynną podlaską gościnność. Ich zapełnionym apetycznymi daniami półmiskom towarzyszy skierowany do gościa jasny przekaz: "popatrz jak się napracowałam, zrobiłam to specjalnie dla ciebie, ponieważ chcę cię ugościć tak, być opowiadał o tym nawet swoim wnukom" ;) I nie ma w tym żadnej przesady. Te potrawy przygotowywane są z ogromnym poświęceniem i przekonaniem, że korzystanie z elektrycznych urządzeń wpłynie niekorzystnie na jakość potraw. 

wtorek, 23 lutego 2016

Miliony bąbelków w barwnym szkle zaklęte

Powietrzne pęcherzyki zatopione w szkle. 
Z tego między innymi słynie prowansalskie miasteczko Biot.
W 1956 roku niejaki Eloi Monod wynalazł szkło z zatopionymi w nim pęcherzykami powietrza i zrobił z tego jego największą zaletę, bo wcześniej uznawano to za defekt. Moim skromnym zdaniem niesłusznie, bo szkło pełne bąbelków jest absolutnie cudowne!



Zawartość paczuszki do obejrzenia na ostatnim zdjęciu. ;)
Szklaną manufakturę La Verrerie de Biot odwiedziłam po raz pierwszy w 2007 roku, i tak jak do Vallauris, trafiłam tam przypadkowo, bo szukając hotelu z wolnymi miejscami noclegowymi. Wtedy właśnie przyrzekłam sobie solennie dwie bardzo ważne rzeczy: że nigdy więcej nie wybiorę się na Lazurowe Wybrzeże bez rezerwacji w hotelu, i że na to Lazurowe Wybrzeże z pewnością kiedyś wrócę, przede wszystkim do Biot i do Vallairis. 
Nie miałam jednak jeszcze wówczas pojęcia, że wrócę tam już po 7 latach w większym niż ostatnio towarzystwie, bo z bohaterkami "Sekretu zegarmistrza". W 2007 roku nie wiedziałam też jeszcze że w 2012 roku zostanie wydana moja pierwsza powieść. Ba! Nie sądziłam wtedy nawet, że ją napiszę.





sobota, 20 lutego 2016

Podróż do Prowansji i Vallauris w towarzystwie bohaterek "Sekretu zegarmistrza"

Zanim dowiemy się, kto wygra konkurs z "Sekretem zegarmistrza" i spędzi cudowny tydzień na Lazurowym Wybrzeżu, oraz trochę na przekór zimie, która niespodziewanie wróciła, zapraszam do słonecznej, pachnącej lawendą Prowansji...

Prowansję po raz pierwszy zobaczyłam 9 lat temu, i wtedy zauroczyły mnie przede wszystkim dwa maleńkie prowansalskie miasteczka - Vallauris i Biot. Postanowiłam, że z pewnością kiedyś tam wrócę...

Czekały na mnie 7 lat. Pojechałam tam jednak nie tylko po to, by je po prostu zobaczyć, ale też przypomnieć sobie ich klimat i przenieść go do "Sekretu zegarmistrza".

2014

2007
2014










2007










wtorek, 12 czerwca 2012

Wakacje tuż, tuż! Zapraszam w pierwszą podróż z "Mimo wszystko Wiktorią"!

Czytając "Mimo wszystko Wiktoria" razem z Michaliną, Zuzanną i Gabrielą odwiedzisz niezwykłe, realnie istniejące miejsca.

(Wszystkie cytaty pochodzą oczywiście z książki.)

Grand Canyon du Verdon, Kanion Verdon
 

„… To jak miałam obejrzeć Grand Canyon du Verdon, co? – oburzyła się Zuzanna. – Najlepiej jak każdy statystyczny turysta, prawda? Przejechać przez pół Prowansji, wysiąść z samochodu na pierwszej lepszej zatoczce widokowej, przechylić się przez barierkę, wykrzyknąć ”łaaał!”, po czym wsiąść do samochodu i wrócić na lazurową plażę kontynuować obsmażanie boczków na złoty kolorek?”




 Fontanna w Antibes, Most w Awinionie, Francja, Lazurowe Wybrzeże





"– A pamiętasz jak w Antibes tańczyłaś w znikającej fontannie? Albo jak z Gabryśką na moście w Awinionie śpiewałyście „Sur le pont d'Avignon”?

-Jasne że pamiętam – parsknęła. - Zarobiłyśmy wtedy na duże naleśniki. Ale czemu akurat o to pytasz?
-Bo dziś zrobimy coś równie ekscentrycznego. Zgadzasz się? Czy może zramolałaś od tamtego czasu i nie stać cię na odrobinę szaleństwa?




Prowansja, widok z głównego ryneczku w Grimaud
„…Wspomnienie Prowansji spowodowało, że kipiące  w niej jeszcze przed chwilą, nieprzyjemne emocje odpłynęły z niej tak samo nagle, jak się pojawiły (…) Nigdy wcześniej tu nie była. Oboje z Wiktorem nie rozumieli decyzji Wiktorii i Jeana, którzy zdecydowali się nagle kupić dom z niewielkim sklepikiem w maleńkiej wiosce ukrytej w górach, w głębi lądu, z dala od cudownych plaż Lazurowego Wybrzeża. Pierwszy haust powietrza wciągnięty w płuca po zatrzymaniu samochodu w Grimaud  odpowiedział na wszystkie ich pytania i rozwiał wątpliwości. Wszechobecny zapach lawendy i fiołków uderzał w nozdrza doprowadzając do niemal narkotycznego stanu nieopisanej błogości. Michalina wciąż oszołomiona jazdą wąskimi serpentynami górskich dróg przeszła chwiejnym krokiem przez niewielki wiejski ryneczek Za niskim, kamiennym murkiem rozpościerał się zapierający dech w   piersiach widok na góry Prowansji.”




Grimaud, dom i sklepik Wiktorii i Jeana








 „To z tych sklepów tak pachnie, czy skąd? – zainteresowała się Gabriela.
- Z jakich sklepów? – Zuzanna rozejrzała się ciekawie i rozpromieniła się cała, gdy w tym momencie z jednego z intensywnie pachnących sklepików wybiegła szczupła kobieta w kwiecistej sukience. – Wiktoria!”






Grasse, Fabryka Perfum




„…Wydaje mi się też, że gdzieś w tych okolicach rozgrywa się chyba akcja „Pachnidła”, nie?
- Zgadza się – przytaknęła Michalina. – Niedaleko jest Grasse i fabryka perfum, gdzie miał terminować Jean-Baptiste Grenouille.
- To miejsce jest jakby stworzone do komponowania perfum, całe powietrze jest przesycona takim zapachem… – Zuzanna z błogim wyrazem twarzy pociągnęła nosem.”



Port Grimaud
 
„- Ja tu zostaję – powiedziała Gabriela, która wreszcie wygramoliła się z samochodu i rozejrzała wokół. – Toż to raj na ziemi.
- A podobno Port Grimaud jeszcze bardziej zachwyca – powiedziała Zuzanna. – Czytałam, że to taka mała Wenecja.”





Muzeum Salvadora Dali w Figueres k. Barcelony

„… - Bzdury pleciesz – prychnęła Zuzanna. – A ci wszyscy wielcy artyści, których podziwiasz? A twój ukochany Salvador Dali? Gala była jego największą muzą, i wiesz dobrze, że wcale nie chodziło mu o jej cielesność, a tym bardziej o jego własną męskość.
- Tak? – Gabriela oparła na stole oba łokcie. - To dlaczego jego muzeum w Figueres ma cały dach usiany gigantycznymi jajami?
- No jak to? Przecież dobrze wiesz, że dla surrealistów jajko i chleb były symbolem początku życia, często stosowanym a twórczości…
 - Chleb? Dlaczego więc stojący między tymi jajami złoci rycerze nad głowami trzymają długaśne złote bagietki?
- Naprawdę? – zainteresował się Filip. – Jest takie muzeum?
- Pod Barceloną, byłyśmy tam z Zuzanną i Michaliną. Ten człowiek miał obsesję na punkcie jajek…”
"-Bo taki jest typowy męski punkt widzenia i sposób postrzegania kobiet? Nie zaprzeczy pan chyba?
-Nie zaprzeczę, ale takie postrzeganie kobiecości jest również domeną tych nieprawdziwych, w pewien sposób sztucznych kobiet.-Nie rozumiem… - Gabriela zmarszczyła czoło, spoglądając nieufnie na Filipa. –Czy to aby nie mizoginizm?
-Ależ skądże! Uważam po prostu, że sztuczne kobiety to takie, którym się wydaje,że istotą kobiecości jest tylko ich powierzchowność. Eksponują seksualne walory swojego ciała, zapominając o wnętrzu. Są jak lalki. I chcą, żeby tak je widzieli mężczyźni."
(...)
"-Mężczyzna ma tych szufladek zaledwie kilka, w jednej jest dom i rodzina, w drugiej praca, w trzeciej hobby i czas wolny...
-A w czwartej pilot od telewizora! – Nie wytrzymała Gabriela. – I piwo."



Karidi Beach, Grecja, Chalkidiki, Sithonia

„…Plaża była pusta. Gabriela odetchnęła z ulgą. Bała się, że natkną się tu na potencjalnych amatorów oglądania zachodzącego słońca, a to by całkowicie zniweczyło jej plany. Zdjęła gumowe baleriny. Bose stopy zanurzyły się w ciepłym, piasku. Gabriela podeszła bliżej brzegu, dotykając wody końcami palców, jednak po chwili odskoczyła gwałtownie, unosząc do góry sukienkę. Mimo to fala zdążyła ją dogonić i zmoczyć koronkową falbanę.
- Ostrożnie, wieczorne morze jest zimne.
- To nic – powiedziała i pobiegła w stronę skalnego cypelka znajdującego się w lewej części plaży. Giorgos podniósł porzucone na  piasku pantofelki i udał się za nią.    
       

Wystające z morza skały przypominały wielkie zwały sadła gigantycznych grubasów. Gładkie i ciepłe kryły mnóstwo zakamarków, w których łatwo można był się skryć. Gabriela wdzięcznie wbiegła na sam szczyt skał, po czym zniknęła po ich drugiej stronie.
- Uważaj! – w głosie młodego Greka zabrzmiał  niepokój. Gdy ją dogonił, uspokoił się. Gabriela siedziała na dużym, płaskim kamieniu, twarzą do morza, podpierając kolanami brodę. Patrzyła na słońce, które właśnie chowało się za linią wody.”


Dom Wychudzonego Piszczela, architekt  Antonio Gaudi,    Hiszpania, Barcelona
„- A mnie tam już zawsze Dom Wychudzonego Piszczela i Gaudi będzie się kojarzył tylko z McDonaldem
- Gaudi i McDonald? – zdziwiła się Edyta. – Jak to?
- Przez Zuzkę. Jak byłyśmy z Miśką na tych naszych wakacjach we Francji, to Zuza uparła się, żeby skoczyć do Barcelony i zobaczyć na żywo architekturę swojego ukochanego Gaudiego. (…)
- Ale przecież Gaudi to się bardziej z Sagrada Familia kojarzy. – Edyta zastanowiła się głośno. -  A nie z McDonaldem.
- No niestety, ja też tak miałam, dopóki nie stanęłam pod tym piszczelowym domem – westchnęła dramatycznie Gabriela, rzucając porozumiewawcze spojrzenie Michalinie, która z miną pełną zrozumienia gorliwie przytakiwała każdemu jej słowu. -  Dotarłyśmy tam po południu, a Zuzka stanęła jak wryta, rozdziawiła usta i tak stała. Stałaby pewnie do wieczora, ale przypomniałyśmy jej, że Sagrada czynna jest pewnie tylko do dziewiętnastej i obiecałyśmy wrócić pod ten dom po zmroku, bo w przewodniku było napisane, że ponoć oświetlają go wtedy cudowne iluminacje. (…) Ponieważ to był ostatni tego dnia punkt naszej wycieczki, Zuza tam wsiąkła na amen. Po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciwko, był McDonald. Stanęła więc jak słup pod tym McDonaldem i zaczęła robić miliony zdjęć, jakby jedno nie wystarczyło...”




Księstwo Monako

„- Oj tam, jak Michalina uparła się na wycieczkę śladami Grace Kelly to nikt się jej nie czepiał, że przez cały dzień musiałyśmy dygać na piechotę po Monako, i że za parking zapłaciłyśmy tyle, co u nas niemal za roczne garażowanie samochodu.
- Ale za to jak tam pięknie było, tak czysto i schludnie! – na twarzy Michaliny odmalował się zachwyt.
- Fakt. Jakby tam człowiekowi gałka lodów spadła na chodnik, mógł ją z czystym sumieniem i bez wszelkich obaw zlizać – potwierdziła Gabriela.”




 
Grace Kelly, Nagrobek w Katedrze rodu Grimaldich
"- Bzdury opowiadasz. Tak naprawdę to kobieta jest filarem rodziny.
- Według twojej ulubionej księżnej Grace Kelly, o ile dobrze pamiętam, tak? – Gabriela popatrzyła na Michalinę ironicznie.
- Dobrze pamiętasz. Powinnaś też w takim razie pamiętać, że Grace uważała, że   kobieta zbytnio wyemancypowana traci swoją zmysłowość i tajemniczość, więc lepiej uważaj z tą swoją emancypacją, bo nam schłopiejesz! Przecież to nic złego pozwolić mężczyźnie być mężczyzną, a kobiecie kobietą?
- Nie pamiętasz gender? Przecież te tak zwane role kobiece i męskie zostały im narzucone przez normy i tradycję. (…)
- Nie masz racji. Wszystko w związku jest kwestią umowy między obiema stronami. (…) Grace Kelly postanowiła, że dla Rainiera zrezygnuje z kariery aktorskiej i zostanie matką jego dzieci. On w zamian dał jej tytuł księżnej Monako.
- Tak? W takim razie przypomnij sobie, jaki był napis na jej nagrobku?
- A co to ma do rzeczy?
 - Wiele! – Gabriela uniosła palec w geście triumfu. – Napisane jest „Grafia Patricia, żona księcia”. Ot i co dostała ta twoja księżna, za swoje poświęcenie dla mężczyzny.”