Dziś jest podobno Dzień Uśmiechu. :)
Dlatego napiszę trochę przewrotnie, nie o uśmiechu, ale o jego braku. Ogólnie, nie tylko teraz, gdy pogoda na zewnątrz nie nastraja do pogody ducha, gdy pada, dmucha i wcześnie za oknem robi się szaro, bo to miałoby jakieś usprawiedliwienie. Tymczasem zapominamy o uśmiechu nawet w pełnym słońcu, lub nie mamy ochoty się uśmiechać, brakuje nam powodu, lub po prostu dlatego, że takim jesteśmy dziwnym narodem. I nie, wcale nie jesteśmy smutni dla zasady. Powód częstego przygnębienia leży gdzie indziej. Gdzie? Tam, gdzie tak naprawdę wcale go nie ma.
Brzmi bez sensu?
Bo jest bez sensu. :)
Niestety mimo to istnieje w naszej kulturze i trzyma się dobrze.
Na dowód - przykład:




